Reklama

Wprowadzam uczciwą równowagę stron

2016-03-09 08:35

Rozmawia ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 11/2016, str. 36-37

Lukasz Gagulski/East News

Z Jackiem Kurskim – prezesem Telewizji Polskiej – rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Byliśmy przez lata świadkami uprawiania w Polsce „polityki wstydu”. Wypływało to m.in. ze słów wypowiedzianych kiedyś przez Donalda Tuska, że „Polska to nienormalność”. Jak Pan Prezes odniósłby się do tego problemu, który był przecież obecny także w polskiej telewizji?

JACEK KURSKI: – Telewizja Polska bywała wprost emanacją tego podejścia, emanacją „polityki wstydu”, i hołdowała wszystkiemu, co przychodziło z zewnątrz. Przykład „polityki wstydu”? Zakup filmu „Nasze matki, nasi ojcowie” i wyemitowanie go w Telewizji Polskiej. Czyli – przyjęcie niemieckiego punktu widzenia, odwracającego wektory moralnej odpowiedzialności za II wojnę światową. W kraju, w którym Niemcy dokonali makabrycznych zbrodni, wymordowali 6 mln obywateli, zburzyli 38 proc. majątku! A jednocześnie ta sama Telewizja Polska przez 25 lat nie uważała za stosowne zainicjować serial czy film fabularny o Żołnierzach Wyklętych czy chociażby o rotmistrzu Witoldzie Pileckim – bohaterze, który powinien stać się w ogóle bohaterem II wojny w skali światowej, bo jako ofiara tej wojny podjął walkę z dwoma największymi totalitaryzmami XX wieku i oddał życie w obronie wolności.

– Ekipa obecnie sprawująca władzę pragnie przywrócić w Ojczyźnie normalność. Jak wpisze się w to zarządzana przez Pana Prezesa TVP?

– Chcemy, żeby telewizja mówiła o ważnych dla Polaków sprawach. Musi to być telewizja powagi i konkretu. Do tej pory ścigała się z mediami komercyjnymi. Chciałbym, żeby było po prostu normalnie. Uczciwa informacja, poważna debata, nieskrępowane starcie przeciwieństw, ambitniejsza rozrywka, dobre filmy – również familijne – powrót do kultury wysokiej. 2 marca br. wyemitowano pierwszy odcinek „Pegaza”, bardzo spluralizowanego. Chodzi też o powrót do sportu na głównej antenie, zakup meczów reprezentacji narodowej w piłce nożnej – prowadzimy starania o powrót piłki narodowej do telewizji publicznej. Mecz reprezentacji Polski w telewizji publicznej „smakuje” zupełnie inaczej niż w Polsacie. To musi być telewizja ważnych spraw, w której rolą jej władz jest umożliwianie sporu i pilnowanie reguł.

– Czy można dokonać jakichś reform w obszarze telewizji w obecności środowisk, które ją dotychczas tworzyły?

– Powiem wprost: trzeba wpuścić nowe szczupaki do tego stawu. Trzeba spluralizować grono twórców, dziennikarzy i komentatorów. To się właśnie dzieje, również w sferze kultury. Do tej pory było tak, że telewizja była gmachem wydmuszką, a produkcja odbywała się poza telewizją. Środkiem do naprawy tego stanu rzeczy jest spluralizowanie grona protagonistów kultury, producentów i wprowadzanie nowych bohaterów masowej wyobraźni, rozpisywanie konkursów na scenariusze. Wkrótce ogłoszę np. konkurs na serial o Adamie Mickiewiczu. Niepojęte, że przez 60 lat w polskiej telewizji takiego filmu nie zrobiono. Będzie więc nowe otwarcie, odwołujące się do źródeł naszej narodowej tożsamości. Nowi bohaterowie muszą zawładnąć masową wyobraźnią. I to jest ta zasadnicza zmiana w kulturze, która nastąpi za mojej prezesury.

– Wspaniałe były tegoroczne obchody 1 marca – Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zabrakło mi jednak pamięci o księżach. Osobiście znałem dwóch księży z diecezji częstochowskiej skazanych na śmierć za walkę o wolność. Może trzeba do tego tematu kiedyś wrócić...

– To było pierwsze otwarcie i będą kolejne, będziemy takich ludzi odnajdywać. Dopiero rozpoczynamy to dzieło.

– Całe życie publiczne w Polsce jest dziś poddawane ostrym ocenom, a nawet przerzucane do ośrodków zagranicznych, czego przykładem jest sprawa Trybunału Konstytucyjnego czy właśnie reforma medialna. Jaka jest w tym rola telewizji publicznej oraz innych publicznych mediów? A może macie już jakieś pomysły na to, by wygrała polska racja stanu?

– Polska telewizja musi prezentować polski punkt widzenia, polską narrację. Ma do tego instrumenty, musi mówić prawdę – bo tylko prawda jest ciekawa – i musi pilnować reguł. Podałem przykłady narracji dotyczącej II wojny światowej. Musimy wyprodukować duży film o rotmistrzu Witoldzie Pileckim, pokazać go powszechnie jako bohatera, symbol XX wieku. Nie możemy obawiać się podjęcia dyskusji czy sporów z przeciwnikami ideowymi czy kulturowymi.
Ważny element prezentowania polskiego punktu widzenia to również idea – która jest moim konikiem – budowy telewizji środkowoeuropejskiej. Kiedyś nazwałem ją roboczo Poland 24, dziś bardziej skłaniam się ku nazwie Central Europe 24 czy też Intermarum 24 – (I”m24). Byłby to całodobowy anglojęzyczny kanał tematyczny, zarządzany przez wspólną redakcję Polaków, Czechów, Słowaków, Węgrów, Rumunów, Litwinów, Łotyszy, Estończyków, ew. Słoweńców czy Chorwatów, czyli przedstawicieli krajów, które wyrwały się spod dominacji sowieckiej, a dzisiaj są w Unii Europejskiej i mają często wspólny punkt widzenia, nie tylko polityczny – jak dostrzeganie zagrożenia ze Wschodu, szantażu energetycznego, stosunek do sprawy emigracji tzw. uchodźców czy własna ocena tempa i kierunku integracji europejskiej – ale również kulturowy, jak obrona niektórych wartości. Taka telewizja byłaby znakomitym miejscem dla prezentacji poglądów i idei, które są dzisiaj słabo reprezentowane w dyskursie europejskim. Myślę tu również o zachodnioeuropejskich konserwatystach. Pomysł jest ambitny, długofalowy, przyszłościowy.

– Istnieją w Polsce rozmaite media lokalne, a także media katolickie. Czy widzi Pan Prezes możliwość wykorzystania ich w realizacji programu nowej telewizji publicznej?

– Oczywiście, że tak. Jesteśmy ustawowo zobowiązani do przestrzegania wartości chrześcijańskich, trudno, żeby telewizja publiczna kraju, w którym ponad 90 proc. obywateli jest ochrzczonych, miała być agresywnie laicka, antykatolicka. Szanujemy autonomię państwa i Kościoła, ale obecność ludzi Kościoła w debacie publicznej musi być traktowana jako coś normalnego.

– Wiadomo, że środowiska neoliberalne i antychrześcijańskie, obecne w naszym dzisiejszym życiu kulturalnym, mają ogromne wsparcie ze strony swoich towarzyszy w Europie i na świecie. Jakie przedsięwzięcia należy podjąć, żeby wzmocnić nasze rodzime priorytety?

– Ważne jest nadanie medium publicznemu, jakim jest Telewizja Polska i Polskie Radio, statusu, który nie zrywa – jak się niestety dotąd działo – komunikacji z dużą częścią polskiego społeczeństwa o przekonaniach chrześcijańskich. To wszystko po prostu zaczyna się dziać i z pewnością budzi wiele emocji oraz krytykę ze strony tych, którzy do tej pory mieli monopol na prestiż, na autorytet i nie chcą się pogodzić z nowym. No cóż, czasy się zmieniły, naród upomniał się o swoje prawa.

– Zgłaszają się do Pana Prezesa ludzie z nowymi propozycjami, ważnymi dla polskiej kultury, która przecież jest chrześcijańska. Jak Pan przyjmuje ich oferty?

– Kieruję je do dyrektorów anten, do agencji produkcji telewizyjnej i filmowej. Zgłosił się np. p. Paweł Woldan z pomysłem serialu o kard. Stefanie Wyszyńskim. Wszyscy mają szanse, a ja daję im możliwości. Nie są one duże, bo moi poprzednicy wydali ok. 600 mln zł na produkcję na zapas. Ale takie jest życie i trzeba sobie z tym poradzić. Nie mam teraz swobody dysponowania dużymi środkami na budowę nowego kontentu telewizyjnego, ale takie możliwości z pewnością pojawią się za rok czy półtora.

– Słyszę nieraz, że wprawdzie są pewne zmiany w telewizji, ale nie są one wyraziste. Opozycja wykorzystuje możliwości telewizyjne, żeby w sposób dość arogancki i stronniczy przedstawiać swoje racje. A i dziennikarze są często po prostu dwuznaczni. Czy nie należałoby bardziej zdecydowanie opowiedzieć się za prawdą i uczciwością?

– Uważam, że wprowadzam uczciwą równowagę stron. To, że jestem krytykowany przez nurt liberalny, który utracił monopol, czy lewicowy, także przez ten głos, który teraz przyjmuję z respektem, a który jest głosem środowisk integralnie prawicowych – dowodzi, że chyba trzymam się tego zdrowego rozsądku i środka. Telewizja publiczna nie może hołdować jakiemukolwiek przechyłowi, monopolowi, musimy stwarzać uczciwe reguły gry i ich pilnować, niech wygrywa ten, który w tym sporze będzie bardziej przekonujący. Mówię to w duchu kibica. Moim obowiązkiem jest natomiast stworzenie uczciwych reguł. Nurt, który jest przeciwny czy to nurtowi prawicowemu, czy nawet wrażliwości chrześcijańskiej, musi być obecny w dyskursie publicznym, w publicznej telewizji.
Mamy 12 kanałów Telewizji Polskiej, 2,8 tys. zatrudnionych ludzi i setki współpracowników – zawsze ktoś trafi na jakiś fragment, który wydaje mu się przechyłem. Komuś nie spodoba się np. emisja „Idy”, komuś innemu – że jest za dużo o Żołnierzach Wyklętych, ale na tym polega pluralizm, na tym zasadza się wolność. Ważne, żeby obowiązywały uczciwe reguły, żeby telewizja publiczna była emanacją przekonań naszego społeczeństwa. Koniec z monopolem!

Tagi:
wywiad telewizja

Reklama

Czy można krytykować TVN?

2018-12-05 11:05

Michał Karnowski
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 35

W chwili, gdy piszę te słowa, gdzieś tam listonosz niesie do naszej redakcji pozew sądowy od telewizji TVN, która poczuła się urażona tekstami zaglądającymi za kulisy powstawania materiału o tzw. „urodzinach Hitlera”. Możemy tylko zgadywać: zażądają miliona czy jednak mniej? Będą chcieli zrujnować czy tylko upokorzyć? Już wiemy z doświadczenia, że nasi krajowi miłośnicy demokracji i wolnych mediów wysoko cenią sobie swój komfort i bardzo nie lubią, gdy ktoś ich podgląda. W tej sprawie jednak trudno odwracać głowę, bo mówimy o operacji, która bardzo zaszkodziła wizerunkowi Polski na świecie.

Już w momencie emisji można było mieć wątpliwości, co naprawdę oglądamy. Teatralna, przerysowana inscenizacja, kwietniowe urodziny zbrodniarza obchodzone w maju, a emisja kilka miesięcy później, akurat w momencie, gdy przetaczała się awantura wokół ustawy o IPN. Więcej: owi neonaziści nigdy wcześniej podobnych „urodzin” nie organizowali, a tu nagle zaprosili na nie poznane niedawno osoby. Dziwne.

Teraz dochodzą kolejne wątpliwości: jeden z oskarżonych twierdzi, że otrzymał na organizację „urodzin” ok. 20 tys. zł od nieznanego mężczyzny. Warunkiem miało być zaproszenie pewnej młodej pani, która okazała się dziennikarką TVN. Prowadzący śledczy sprawdzają i faktycznie, jego wydatki w tamtym czasie nagle radykalnie podskoczyły. Oczywiście, o niczym to nie przesądza, ale też nakazuje mnożyć znaki zapytania. Tym bardziej że jednocześnie oglądamy zdjęcia dziennikarzy „hajlujących” na tej absurdalnej imprezie – jak twierdzą nasi informatorzy – już po zakończeniu nagrań.

Co tam jeszcze się kryje? A może ktoś dziennikarzy nabrał? Zmanipulował? To też jest możliwe. Jednak nerwowa reakcja potężnego koncernu medialnego wskazuje, że nie życzy on sobie takich pytań. Obok pozwów sądowych do gry włączono panią ambasador USA w Polsce. I to jak włączono! Niedawno przybyła do Polski pani Mosbacher nie zdążyła jeszcze dobrze nauczyć się nazwiska szefa naszego rządu, a już wysłała do niego list, w którym zasugerowała, by polscy politycy nie komentowali pracy dziennikarzy TVN. Bo ci – jej zdaniem – dzielnie walczą z neonazistami. No i, oczywiście, są już pełną gębą amerykańskim koncernem, a nie jakimś tam bytem założonym dzięki peerelowskim koneksjom na fali transformacji z PRL w III RP.

Wszystko to prowadzi do pytania, czy komuś aby nie zamarzył się immunitet na krytykę, ocenę, analizę jego działalności? Medialny koncern, który wchodzi z butami w każde wybrane przez siebie miejsce, który wymachuje sztandarem wolności słowa, by uzasadnić każdą swoją kampanię, sam w obliczu krytyki i wątpliwości reaguje pozwami sądowymi i wzywaniem na pomoc amerykańskiego ambasadora.

Kto wie, może nawet im się powiedzie. W końcu nie takie cuda w polskich sądach się działy. Ale jestem pewien, że prędzej czy później pełna prawda wyjdzie na jaw i poznamy wszystkie kulisy całej operacji pod hasłem: „urodziny Hitlera”. I żaden immunitet tego nie zatrzyma.

Michał Karnowski
Publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komunikat Kurii Metropolitalnej w Krakowie

2019-09-21 22:35

W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej nieprawdziwymi informacjami na temat zmian personalnych w Biurze Prasowym Archidiecezji Krakowskiej, Kuria Metropolitalna w Krakowie informuje, że podjęte działania dotyczą zakończenia współpracy jedynie z koordynatorem Biura, panią Joanną Adamik, i jej dwiema najbliższymi współpracowniczkami, które są osobami niezamężnymi.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Należy zaznaczyć, że pani Joanna Adamik w dniu 10 sierpnia br. w piśmie skierowanym na ręce Księdza Arcybiskupa stwierdziła, m.in.: „(…) wyrażając szczerą wdzięczność za ostatnie lata i miesiące pracy i służby dla Księdza Arcybiskupa, także za wszystkie gesty i słowa osobistej życzliwości wobec mnie i moich bliskich, proszę o zwolnienie mnie z obowiązków”. Ta prośba została ostatecznie przyjęta w dniu 19 bm., przy zachowaniu umownego (miesięcznego) trybu wypowiedzenia i wynagrodzenia, pomimo rezygnacji ze świadczenia pracy.

Natomiast dwie pozostałe osoby, które w życiu prywatnym jako matki tworzą wraz ze swymi mężami katolickie rodziny, nadal pozostają pracownikami Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo wiary na ulicy

2019-09-22 21:21

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

- Przeszliśmy przez Rynek naszego miasta, który symbolizuje współczesny świat – mówił w homilii bp Kiciński. - Niech ta procesja, świadectwo naszej wiary, będzie przypomnieniem, że nie samym chlebem żyje człowiek. Niech ta procesja – nie tak liczna, jak te pierwsze, sprzed 20 lat – pokazuje nam i przypomina jak łatwo jest roztrwonić to wszystko, co naprawdę ważne – nauczał.

Zobacz zdjęcia: Procesja z relikwiami św. Doroty i św. Stanisława

Procesja rozpoczęła się o godz. 16.00 w bazylice św. Elżbiety, przeszła przez Rynek, pl. Solny, ul. Gepperta, Kazimierza Wielkiego, pl. Wolności i od pl. Franciszkańskiego dotarła do kościoła p.w. Świętych Stanisława, Doroty i Wacława. Relikwie świętych niesiono na specjalnych platformach, w procesji szli kapłani, klerycy, siostry zakonne i wierni z różnych wrocławskich parafii.

Organizowana od 22 lat procesja jest tradycją, którą zapoczątkował kard. Henryk Gulbinowicz.

- Kiedy w 1997 r. powódź zaczęła zagrażać Ostrowowi Tumskiemu, s. Sylwina – ówczesna zakrystianka, zakonnica ze zgromadzenia sióstr Notre Dame, nawiązując do średniowiecznych tradycji, wydobyła ze skarbca katedralnego relikwiarz z palcem św. Stanisława Biskupa i umieściła go w jednym z okien zakrystii. Powódź nas ominęła - przypomina historię ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz katedralnej parafii tłumacząc początki wrocławskiej procesji świętych. Od powodzi minęły lata, ale tradycja dziękczynienia za ocalenie miasta od całkowitego zalania w 1997 r. i przebłaganie za grzechy, które wciąż popełniamy, jest podtrzymywana.

Do wydarzenia sprzed 22 lat nawiązał też w homilii wygłoszonej w czasie Mszy św. sprawowanej w kościele p.w. Świętych Stanisława, Doroty i Wacława o. bp Jacek Kiciński.

- W 1997 r. życie toczyło się spokojnie i nagle przyszła powódź. Wielu straciło wszystko, cały dobytek. Wielu straciło najwięcej, bo własne życie, ale w tamtych dramatycznych dniach wydarzyło się też coś dobrego – odezwała się ludzka solidarność, w wielu ludziach obudziło się człowieczeństwo. Sąsiad pomagał sąsiadowi, wielu nawróciło się do Boga. Mimo zagrożenia i niebezpieczeństwa, które niósł żywioł, ludzie sobie pomagali. Gdy minął czas od tego tragicznego wydarzenia niektóre ze starych, często złych przyzwyczajeń, wróciły – mówił kaznodzieja nawiązując do fragmentu Ewangelii, w której rządca w obliczu pozbawienia go pełnionej funkcji potrafił wykrzesać z siebie miłosierdzie i litość darując część długów wierzycielom. Bp Kiciński porównał jego sytuację z naszą, gay stajemy w obliczu nagłej straty. – Wtedy, gdy wszystko nam się wymyka potrafimy nagle być dobrymi ludźmi – mówił. Przypomniał też, że wielu z tych, którym powierzono urzędy zapomina, że są tylko zarządcami a nie właścicielami. – W życiu człowieka może pojawić się grzech, który nazywa się zapomnieniem Boga. Człowiek staje się nieczuły dla Boga i wtedy jego życiem zaczynają kierować pożądliwości, które powoli go niszczą. Gdy człowiek staje się nieczuły na Boga stawia siebie na pierwszym miejscu – tak było w czasach Noego – przypominał bp Jacek – i za czasów Sodomy i Gomory, kiedy uratował się jedynie Lot z najbliższymi i tak było w czasach Jezusa. Ciągnęły za Nim tłumy, ale na Golgocie pod krzyżem stała jedynie Maryja, Jan i najbliżsi – mówił. Ze smutkiem konkludował, że szliśmy z relikwiami przez miasto, gdzie dla wielu Bóg stał się kimś niepotrzebnym, kimś zbędnym. – Nasza dzisiejsza procesja miała i ma niezwykłą wymowę, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdy wydaje się, że człowiek zapomniał o Bogu – mówił bp Kiciński. – Ale niech ta procesja, świadectwo naszej wiary, będzie przypomnieniem, że nie samym chlebem żyje człowiek. Niech ta procesja – nie tak liczna, jak te pierwsze, sprzed 20 lat – pokazuje nam i przypomina jak łatwo jest roztrwonić to wszystko, co naprawdę ważne – nauczał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem