Reklama

Kraków – Nowa Huta

Dobra nowina jest potrzebna

2019-06-04 13:09

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 23/2019, str. 1

Maria Fortuna-Sudor
Przy stoisku „Niedzieli” zatrzymali się m.in. państwo Renata i Andrzej Szymańscy z Tosią, Emilką i Adasiem

W naszej parafii przeżywamy niedzielę mediów katolickich – informował w niedzielę 2 czerwca br. po kolejnych Mszach św. w kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Nowej Hucie ks. Ryszard Barański. I zaznaczał: – Gościmy dziś Tygodnik Katolicki „Niedziela” z jego redaktorem ks. Mariuszem Frukaczem z Częstochowy. Dziękujemy za to, że przyjechał do nas, za piękne słowo, które do nas dzisiaj kieruje.

W homiliach ks. red. Mariusz Frukacz przekonywał m.in., że także dzisiaj nam wszystkim potrzebna jest prawda o zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Zauważał: – Podstawowe zadanie mediów katolickich to nie tylko informowanie, ale przede wszystkim przekazywanie prawdy, że jest Bóg. Kiedy 93 lata temu ukazał się pierwszy numer „Niedzieli”, bp Teodor Kubina, pierwszy biskup częstochowski, napisał: „Idźcie ze Zmartwychwstałym do ludzi”. Ks. Mariusz Frukacz zauważył również, że w czasach, kiedy obserwujemy i doświadczamy tak wiele cierpienia, bólu, zadaniem dziennikarzy katolickich jest przybliżać ludziom niebo. I podkreślał: – Ta dobra nowina jest potrzebna, niezbędna w rodzinach, aby umacniać życie chrześcijańskie.

Reklama

Ks. Ryszard Barański zachęcał także do zainteresowania się publikacjami „Niedzieli”, tymi dla dzieci i dorosłych. Zauważał: – To stoisko będzie nam przypominało, jak ważne jest w dzisiejszych czasach głoszenie Słowa. A na stoisku czekał na parafian Darek Masztalski oraz przedstawiciele redakcji „Niedzieli Małopolskiej”, w tym m.in. Janusz Pasik. Wychodzący z kościoła chętnie sięgali po prezentowane książki. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się publikacje dla dzieci.

W rozmowie z „Niedzielą” emerytowany proboszcz parafii, budowniczy nowohuckiego kościoła, ks. prałat Józef Prorok przyznał, że trzeba się starać o propagowanie czytelnictwa prasy katolickiej oraz wartościowych książek. Przekonywał: – Bezwarunkowo trzeba zachęcać do czytania i samemu czytać. Należy nieustannie szukać nowych sposobów trafiania do współczesnego człowieka, aby zainteresował się on na przykład takim wartościowym czasopismem jak „Niedziela”.

Tagi:
Tygodnik Niedziela

"Niedziela" u ks. Soboty

2019-11-10 21:43

Maciej Orman /Niedziela

Charakterystyczny kościół z cegły, obok jednostka straży pożarnej, a kilkaset metrów dalej Jasna Góra. Wszystko jasne? To parafia pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Częstochowie, na terenie której znajduje się redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”. Właśnie w tej wspólnocie 10 listopada gościli redaktorzy tygodnika w ramach kolejnej Niedzieli z „Niedzielą”

Maciej Orman /Niedziela

– To dobre, religijne pismo. Kocham „Niedzielę” i oczywiście polecam innym – powiedziała jedna z parafianek, p. Bronisława. Podobną opinią podzieliła się p. Elżbieta.

Zobacz zdjęcia: Niedziela z Niedzielą w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Częstochowie

– Bardzo lubię czytać wszystko, od deski do deski – przyznała. Grzegorz, zapytany dlaczego kupuje „Niedzielę”, odpowiedział, że to dla mamy, która „jest wierząca, praktykująca i kocha Boga”. Jego imiennik ceni tygodnik za to, że pisze o ważnych dla niego sprawach. – Czytam „Niedzielę” dlatego, że porusza bliskie mi kwestie wiary, a dzięki wierze wiem, kim jestem – powiedział. Czyż trzeba lepszej reklamy?

Ks. Sobota o „Niedzieli”

– W dzisiejszych czasach sprawdziły się słowa św. Maksymiliana Kolbego, który ostrzegał, że jeżeli nie będzie prasy katolickiej, to kościoły, choćby najpiękniejsze, pozostaną puste – powiedział ks. prał. Andrzej Sobota, proboszcz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Częstochowie. – Dzisiaj potrzeba świadomych katolików, formowanych przez codzienną modlitwę, czytanie Pisma Świętego i stałą lekturę prasy katolickiej. Tylko wtedy ta świadomość będzie przynosiła owoce wspólnoty wiary – zaznaczył ks. Sobota. Proboszcz parafii „pod krzyżem” przyznał, że „Niedziela” zawsze była dla niego ważna i taką pozostaje, ponieważ pisze o Kościele powszechnym, ale i tym diecezjalnym. Dodał, że tygodnik „jest bardzo pomocny w pracy duszpasterskiej” i chwalił nasze pismo. – Poziom „Niedzieli” jest coraz lepszy, szczególnie w ostatnich miesiącach – podkreślił. Kiedy wspomniałem, że parafia, w której pracuje jako proboszcz, jest wyjątkowa, ponieważ właśnie na jej terenie znajduje się redakcja „Niedzieli”, ks. Sobota skomentował to w charakterystyczny dla siebie sposób: „To taki Boży przypadek”.

Czas spotkania

Kolejna Niedziela z „Niedzielą” była okazją do spotkania z redaktorami tygodnika, wymiany uwag i spostrzeżeń oraz do zapoznania się z bogatą ofertą biblioteki „Niedzieli”. Nie mogło zabraknąć również krówek z tweetami papieża Franciszka i wspólnych zdjęć, jednak najważniejszymi spotkaniami były Msze św. Podczas każdej z nich słowo Boże głosił redaktor naczelny tygodnika ks. dr Jarosław Grabowski. – „Niedziela” to pismo rozpoznawalne, ogólnopolskie, wydawane w 19 diecezjach od Szczecina po Przemyśl. Piszemy o tym, czym żyje Kościół i pokazujemy jego prawdziwie oblicze. Dzisiaj szczególnie zachęcam was do lektury „Niedzieli”, ponieważ jest ona narzędziem stałej formacji. Pomagamy parafiom w formacji religijnej, za którą my wszyscy jako wierzący jesteśmy odpowiedzialni, oraz w kształtowaniu często wykrzywionego wizerunku Boga i Kościoła – mówił ks. dr Grabowski.

Dobre słowa

Redaktor naczelny podkreślił, że „jako pismo katolickie chcemy zwracać uwagę na dobre wydarzenia”, których nie brakuje. – Przykładem jest wasza parafia. Tu się tak dużo dzieje. Widać zaangażowanie dzieci i młodzieży. Nieraz przyjeżdża tu nasze studio telewizyjne, bo to wszystko trzeba uwiecznić i pokazać. Niech ludzie wiedzą, że ta parafia żyje, że jest dynamiczna i aktywna. Parafia to prawdziwy obraz Kościoła. Ten pozytywny przekaz jest na łamach „Niedzieli” i to czytelnicy bardzo sobie cenią – kontynuował ks. dr Grabowski. Redaktor naczelny zachęcił, aby przekazywać tygodnik dalej, „bo to pismo rozpoznawalne, ugruntowane, wiarygodne, z uznaną marką”. – Przejmijmy się naszą pobożnością i jej kształtowaniem. Jesteśmy w jednej rodzinie, której na imię Kościół, i za tę rodzinę jesteśmy odpowiedzialni – podkreślił ks. dr Grabowski.

Z historii

Parafię Podwyższenia Krzyża Świętego (do 1958 r. nosiła wezwanie św. Rocha) powołał 21 czerwca 1925 r. bp włocławski Stanisław Zdzitowiecki. Pierwszym proboszczem był ks. Piotr Waśkiewicz. Początkowo funkcję kościoła parafialnego pełnił neogotycki kościół pw. Pana Jezusa Konającego na Rynku Wieluńskim. Nowy kościół przy ul. Sikorskiego został wybudowany w latach 1949-56 staraniem ks. Antoniego Mietlińskiego. 31 stycznia 1954 r. świątynię poświęcił bp Zdzisław Goliński. Tu 19 września 1994 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny s. Anieli Róży Kostka-Godeckiej, współzałożycielki Sióstr Honoratek. Jej ojciec Jan pochodził ze szlacheckiego rodu Kostków, z którego wywodził się św. Stanisław. 26 marca 1998 r. doczesne szczątki s. Godeckiej przeniesiono z cmentarza św. Rocha do specjalnie przygotowanej kaplicy w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego. 14 września 1998 r. kościół uroczyście konsekrował abp Stanisław Nowak. W parafii znajdują się również relikwie Krzyża św. i św. Jana Pawła II. Działają tu liczne wspólnoty: Liturgiczna Służba Ołtarza, Żywy Różaniec, Akcja Katolicka, Bractwo Krzyża Świętego, Rycerze Kolumba, Ruch Światło-Życie (Domowy Kościół, Oaza Dzieci Bożych i oaza młodzieżowa) oraz Droga Neokatechumenalna. Wikariuszami parafii są ks. Łukasz Mazurek i ks. Mateusz Pilarski.

Wykorzystano informacje ze strony www.swkrzyz.czest.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Indie: Kościół ratuje wdowy, już nie od stosu, ale od odrzucenia

2019-11-19 18:03

Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va / Koczin (KAI)

Kościół katolicki w Koczinie w południowych Indiach zamierza pomóc wdowom w ponownym małżeństwie. Są one poddawane w tym kraju ostracyzmowi i dlatego nawet młode wdowy bardzo rzadko ponownie wychodzą za mąż. Właśnie w tym celu biskupi ze stanu Kerala stworzyli specjalną stronę internetową, gdzie kobiety mogą się rejestrować, aby uzyskać wsparcie.

youtube.com

Bez pomocy ponowne wyjście za mąż w Indiach jest praktycznie niemożliwe. Kobieta bez męża nie przedstawia w tym kraju żadnej wartości. Często zaraz po śmierci mężczyzny jest ona wyrzucana na ulice bez środków do życia. Choć dziś nie musi już spłonąć razem z ciałem męża na jego pogrzebowym stosie, to tę tradycję zastąpił powszechny ostracyzm i pogarda. „Uważamy, że wdowy w żaden sposób nie powinny być dyskryminowane. Chcemy zmienić ich postrzeganie w naszej wspólnocie” – powiedział ks. Paul Madassery, sekretarz Komisji ds. Rodziny przy radzie biskupów stanu Kerala.

Pierwszym krokiem było stworzenie „Forum dla wdów”. Na spotkaniu, które odbyło się w Koczinie, ustalono ich najpilniejsze potrzeby. „Zaczynamy tworzyć listę wdów. Ponieważ pierwszy raz zbieramy dane w takiej skali, z każdej diecezji, zajmie nam to przypuszczalnie ponad rok” – powiedział ks. Madassery. Stworzono też specjalną stronę internetową, na której wdowy mogą się zarejestrować same. Wybrane kobiety zostaną podzielone na grupy i otrzymają odpowiednie przeszkolenie. „Niektóre z nich nie mają pojęcia, że przysługuje im rządowa pomoc, będziemy je szkolić, aby wiedziały, jak ją uzyskać” – wyjaśnił ks. Madassery.

Los indyjskich wdów jest bardzo ciężki. Rytuał Sati, czyli samospalenie wdowy na stosie pogrzebowym męża, jest silnie zakorzeniony głównie wśród starszych lub bardzo religijnych mieszkańców Indii. Choć zwyczaj ten został prawnie zakazany w Indiach ponad 30 lat temu, jest jeszcze czasami praktykowany. Sama jego obecność pokazuje, jakie miejsce w społeczeństwie indyjskim zajmuje wdowa – powinna zniknąć. Dziś Indie zmieniły się. Nakłanianie wdowy do samobójstwa nie jest już tak częste. Rytuał samospalenia zastąpiło jednak powszechne odtrącenie – wykluczenie społeczne i rodzinne. W Indiach kobieta staje się istotą społeczną dopiero po wyjściu za mąż. Dlatego pozbawiona mężczyzny nie przedstawia żadnej wartości. Nikt jej nie chce, nawet jej synowie. Powszechne jest wyrzucanie wdów na ulice bez środków do utrzymania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Włochy: antykoncepcja hormonalna może prowadzić do samobójstwa

2019-11-20 09:13

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Rzym (KAI)

Za rezygnację z przekazywania życia i stosowanie antykoncepcji trzeba niekiedy zapłacić wysoką cenę. Świadectwem tego jest rozporządzenie wydane przez Włoską Agencję Leków (Aifa). Odtąd na wszystkich antykoncepcyjnych środkach hormonalnych musi widnieć ostrzeżenie, że ich zażywanie może prowadzić do depresji lub skłonności samobójczych.

dalaprod/Fotolia.com

Jak podaje agencja ANSA, o nowym rozporządzeniu poinformowani zostali zarówno producenci środków antykoncepcyjnych, jak i lekarze. Włoska Agencja Leków uzasadnia swą decyzję badaniami i oceną zagrożenia wśród pacjentek stosujących hormonalną antykoncepcję w Europie.

Depresja już wcześniej była zaliczana do niepożądanych skutków ubocznych środków hormonalnych. Teraz mówi się wprost o skłonnościach samobójczych. Pacjentki, które zauważą, że stosowanie pigułki powoduje u nich zmianę nastroju, powinny się skontaktować z lekarzem – czytamy w nocie Włoskiej Agencji Leków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem