Reklama

Wiara

Sierpniowy most modlitwy

Zmagania zewnętrzne odsłaniają prawdy ukryte. Zapraszają do duchowej walki…

Redakcja katolicka Programu 1 Polskiego Radia Tegoroczne wydarzenia, tak żywotnie angażujące nas wszystkich: pandemia i okołowyborczy zamęt polityczny poza zewnętrznym wymiarem mocnych przeżyć mogą stanowić swoiste wyzwanie do odczytania ich w kontekście wydarzeń z naszej historii. Szczególnie mocno przemawiają w tym roku sierpniowe rocznice, które z jednej strony rzucają światło na nasze bieżące doświadczenia, z drugiej – mogą też podpowiadać konkretne działanie. Przywołajmy te najbardziej wymowne.

Pierwsze, znamienne w tym roku wydarzenie to 100. rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 r. Wobec zagrożenia bytu narodu, który dopiero co odzyskał niepodległość, inwazją bolszewickiej „zarazy”, powszechnym odruchem Polaków stało się sprawdzone tyle razy w naszej historii szukanie ratunku u Maryi, Królowej Polski, „danej narodowi polskiemu jako pomoc i obrona” – Matki Bożej Łaskawej i Zwycięskiej. Siłą jednoczącą i popychającą do takiej mobilizacji, obok oczywistych i koniecznych działań zbrojnych, był Kościół. Lud wierny wspólnie ze swoimi pasterzami podejmował usilną i ufną modlitwę. Sprawowane w świątyniach Msze św., publiczne adoracje Najświętszego Sakramentu, procesje przebłagalne, które szły ulicami Warszawy, jakby echem odbijały się na Jasnej Górze, gdzie podejmowano nieustanną modlitwę. Powstał przez to swoisty most modlitwy, płynącej „z serca do serca” – dwu stolic Polski: Warszawy i Jasnej Góry, dla ratowania całej ojczyzny. „To zwycięstwo było poprzedzone żarliwą modlitwą narodową. Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze poświęcił cały naród Najświętszemu Sercu Jezusa i oddał pod opiekę Maryi Królowej Polski” – wspominał Jan Paweł II w katedrze warszawsko-praskiej 13 czerwca 1999 r.

Sierpniowy most modlitwy z 1920 r. łączy wymownie z innym sierpniem – 1944 r. – postać młodej warszawskiej studentki Marii Okońskiej. Była córką żołnierza Bitwy Warszawskiej, który zginął przed jej urodzeniem. Jej mały „oddział” – kilka dziewcząt – zamiast broni miał w dłoniach różaniec i obrazki Matki Bożej Częstochowskiej. Tak „uzbrojone” zachęcały zalęknionych warszawiaków w „beznadziejnej sytuacji” do zawierzenia Matce Najświętszej, szukania u Niej ratunku. Tak powstała Nowa mobilizacja walczącej Warszawy polegająca na odmawianiu Różańca św., przystępowaniu do spowiedzi i Komunii św., przywracającym pokój serca trwaniu w łasce uświęcającej i ufnym poddaniu się woli Bożej. W tamte sierpniowe dni 1944 r. setki warszawiaków włączyło się w to dzieło modlitwy. Jego inicjatorkę i założoną przez nią wspólnotę, tzw. Ósemkę, prowadził duchowo ks. Stefan Wyszyński – wtedy kapelan Armii Krajowej. Ich wspólne drogi zmagania o wolność duchową Polaków, prowadzące przez zawierzenie Matce Bożej Częstochowskiej, po wojnie realizowały się szczególnie w ramach Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Reklama

Jasnogórskie Śluby Narodu to także wydarzenie sierpniowe. Złożone 26 sierpnia 1956 r. stanowią trzeci, dopełniający kontekst dla naszych obecnych doświadczeń. Jan Paweł II określił je mianem „polskiej karty praw człowieka” – jako program ciągle aktualny, domagający się podjęcia i wypełnienia.

Jak bardzo palące jest to przypomnienie, dowodzą ostatnie wydarzenia związane z wyborem prezydenta Polski. Jeśli postrzegamy je nie tyle w powierzchownej perspektywie walki politycznej, ile w istotnym wewnętrznym sensie – były to zmagania o duszę narodu. Boleśnie odsłoniły pęknięcie duchowe naszej ojczyzny, odejście od źródeł tożsamości chrześcijańskiej wielkiej liczby ochrzczonych Polaków. Zdawałoby się beznadziejna sytuacja odnosi nas do przywołanych wydarzeń naszej historii. Przypominają one drogę przemiany, którą jest ufna wiara w Boże zwycięstwo przez pośrednictwo Matki Bożej. Maryjna droga świętości prymasa Wyszyńskiego otwiera perspektywę nadziei, jest zaproszeniem do wejścia na most modlitwy w zjednoczeniu dwu „serc” naszej ojczyzny, symbolicznie i dosłownie: Warszawy i Jasnej Góry, dla odnowy i ocalenia narodu.

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Cześć Maryi. Soboty Królowej Polski

2020-07-28 08:21

Niedziela Ogólnopolska 31/2020, str. 20-22

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

kard. Wyszyński

Archiwum Emmanueli Dziemian

Pierwsze soboty miesiąca na Jasnej Górze kończą się Aktem zawierzenia Rodzin Matce Bożej

On wiedział… Czy była to jakaś niezwykła intuicja wiary prymasa czy jego wielka znajomość teologii i Tradycji – to niech rozstrzygną specjaliści. Wyszyński wiedział, że trzeba budować odnowę narodu na Maryi, więcej – na Maryi Jasnogórskiej.

Wszystko postawiłem na Maryję” – powtarzał. Czy, jak chcą niektórzy, odwoływał się tym samym do płytkiej warstwy ludowej pobożności? Kto sądzi, że pobożność ludowa jest płytka, niech poczyta właśnie prymasowskie teksty...

Wyszyński odwoływał się do tego, co w narodzie najmocniej zakorzenione. Wiedział, że to coś jest przeżywane różnie – nie tylko emocjonalnie, ale przede wszystkim głęboko w sercu, w posłuszeństwie wiary. Ludzie rozumieją, że matkę się kocha, ale także się jej słucha. „Niech więc Polacy kochają i będą posłuszni” – mówił prymas.

Instrument jasnogórski

Matka Boża Jasnogórska jest dla kard. Wyszyńskiego zwornikiem budowania przyszłości narodu i Kościoła. Wszystko jest związane z Nią... I znowu stanowi to zarzut stawiany przez wiele środowisk. Czyżby krytycy prymasa zapomnieli, że na jasnogórskiej ikonie jest obecny również Jezus i że w teologii Hodegetrii to On jest najważniejszy? On i Jego Ewangelia...

Kardynał Wyszyński wierzy, że „zwycięstwo przyjdzie przez Maryję”, ale nie głosi „zwycięstwa Maryi”. Chce bezpiecznie budować przyszłość narodu na Chrystusie: na pobożności maryjnej opieczętowanej znakiem jasnogórskim.

Wszędzie Jasna Góra? Tak, bo kard. Wyszyński się nie rozprasza. Wie, że ludzie potrzebują znaku, zwornika, jakiejś osi dla swego myślenia. Nie uważa on, że należy grać na wielu instrumentach. Wybiera jeden: strunę jasnogórską i każe jej odtworzyć nuty, które pisała najgłębsza tradycja Kościoła. Prymasowska maryjność stanowi nawiązanie do świętych tradycji I tysiąclecia. Podejmuje ona na nowo to, co w Kościele było zawsze najgłębiej i najzdrowiej maryjne (także najbardziej owocne). Nowością jest to, że teraz hymny na cześć Bożej Rodzicielki gra nam instrument jasnogórski...

Sobotni rytm

Prymas rozumie: wszystko musi mieć swój rytm. Jak człowiek potrzebuje regularnych posiłków dla ciała, tak potrzebne mu są też posiłki ducha. Jak regularnie trzeba przyjmować sakramenty, jak potrzebne są regularny rachunek sumienia, dni skupienia, rekolekcje, tak i formacja maryjna musi mieć swój rytm. Ciekawe, że kard. Wyszyński wyznacza jej krótki takt – jest nim rytm cosobotni.

Dlaczego akurat soboty? Już w VI wieku dzień ten był poświęcony Maryi, a Kościół zawsze podkreślał, że jest on przygotowaniem do godnego przeżycia niedzieli. Dzień Matki Bożej przygotowuje na głębokie przeżywanie dnia Syna – przeżywanie w duchu Maryi. Ten wątek Wyszyński bardzo podkreśla. Znowu intuicyjnie powraca do tradycji pierwszych wieków...

Związanie soboty z Maryją nabiera najwyższej rangi, kiedy w VIII wieku pojawiają się formularze mszalne na cześć „Maryi w sobotę”. Zwraca się w nich uwagę na znaczenie tego dnia jako czasu formacji chrześcijan według cnót Najświętszej Maryi Panny – przede wszystkim wiary.

Najpierw budzenie wiary

Dlaczego właśnie wiary? Bo tego dnia – w Wielką Sobotę – tylko jedno serce ją zachowało. Wszyscy zwątpili, nawet Apostołowie odeszli. Tylko Maryja nadal wierzyła. Wbrew faktom... Taka niezachwiana wiara – na przepadłe – to prymasowski ideał.

Inna tradycja głosi, że również w tym dniu miało miejsce Zwiastowanie. Najważniejsze więc i najtrudniejsze akty wiary Matki Najświętszej nakładają się na ten sam sobotni czas.

Czy trzeba jeszcze wspomnieć, że w ramach tej maryjnej tradycji sobota była czasem, w którym pojawił się zwyczaj okazywania szczególnej miłości bliźnim? Król Francji św. Ludwik np. zapraszał tego dnia do pałacu stu biedaków, z którymi spożywał posiłek i których obdarzał darami.

Czy Wyszyński znał te wszystkie fakty? Jeśli nie, ze zdumieniem możemy zauważyć w jego programie bezpośrednie nawiązanie do tej najstarszej tradycji maryjnej Kościoła.

Więcej niż zaproszenie

„By zapewnić sobie pełne powodzenie w tej życiodajnej pracy – pisze ksiądz prymas w trzecim roku Wielkiej Nowenny (1959) – będziemy się zbierali w każdą sobotę wieczorem przy ołtarzu świętej Bożej Rodzicielki”. To „będziemy” jest czymś więcej niż zaproszeniem – to wola prymasa. Mówi: „Jest moją pasterską wolą, aby w każdą sobotę wieczorem odprawiać nabożeństwo ku czci Królowej Polski, Maryi Jasnogórskiej”. Specjalny list pasterski z 1960 r. kończy słowami: „Ukazuję wam drogę: przez Maryję do Jezusa, przez sobotni promyk maryjny – do niewidzialnej Światłości świata”.

W Warszawie ogłasza: „Będziemy czuwać, by dochować wierności naszym zadaniom. Pomocą nam będą Maryjne Soboty Królowej Polski”. Ta cosobotnia formacja to w jego wizji „systematyczna dalsza praca”. Konieczna, bo w ten sposób mamy przywoływać pomoc z nieba dla naszej słabości. Sobota Królowej Polski – tłumaczy prymas – „zastąpi brak naszego przygotowania. Ona pogłębi zrozumienie aktu oddania, a jednocześnie będzie nieustannym rachunkiem sumienia, czy oddaniu temu dochowujemy wierności. Ona będzie ciągłym ponawianiem naszego oddania się Maryi, które gdy raz zostało uczynione, wymaga stałej odnowy”.

Formacyjny schemat

Co proponuje kardynał? Przedstawia dokładny program ramowy nabożeństwa: najpierw wystawienie Najświętszego Sakramentu, potem pieśń maryjna, po niej nauka związana z hasłem roku Wielkiej Nowenny – nie teoretyczna, a koniecznie zakończona praktycznym postanowieniem. Jest jeszcze rachunek sumienia, którego temat odnosi się do dotrzymywania złożonych postanowień. W drugiej części jest miejsce dla Litanii Loretańskiej lub dziesiątki Różańca. Śpiewa się jeszcze Pod Twoją obronę, po czym następują błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem i Apel Jasnogórski.

W tych dość sztywnych ramach Prymas Tysiąclecia umieszcza zmieniającą się w treści katechezę. To okazja do pogłębienia wiedzy o tajemnicy wybrania i świętości Maryi. Ale i tu kard. Wyszyński podkreśla: „Należy nawiązać do nauki o Maryi Królowej Polski”. Ten tytuł – dodaje – wiąże się z programem „oddania się Maryi za narzędzie ułatwiające wypełnienie Ślubów Narodu”.

Elita Kościoła i narodu

Wyszyński jest świadom, że nie cały naród jest gotów podjąć się trudu wypełnienia jasnogórskich ślubów. Pragnie budować środowiska katolickie gotowe przyjmować z rąk Królowej „konkretne zadania” i swoją wiernością przywoływać pomocy z nieba. Wie, że jesteśmy za słabi na to, by samemu zmienić świat... Daje tej prawdzie wyraz, mówiąc: „Dzieło Wielkiej Nowenny, dzieło wypełnienia ślubów wymaga pomocy Dziewicy Wspomożycielki. Ale Ona też potrzebuje wsparcia”.

Potwierdzają to jego inne słowa: „Soboty Królowej Polski wychowują ludzi w religijności maryjnej na pomocników Maryi, apostołów, narzędzie w rękach Matki Bożej”.

Od środowisk, które będą stanowić ludzie każdego stanu, prymas oczekuje wiary w zwycięstwo: „Sobotnia cześć ku Maryi, Dzieci Najmilsze, musi płynąć przede wszystkim z ducha wiary, podobnie jak wielkość Maryi płynie z tego, że uwierzyła. Wszyscy musimy sobie powiedzieć: błogosławieni, iżeśmy uwierzyli! Błogosławieni, iżeśmy uwierzyli w «Znak wielki na niebie – Niewiastę obleczoną w słońce!». Duch wiary w potęgę zwycięskiej Służebnicy Pańskiej, uczynionej Królową wieków, ma wypełnić każdy wasz dzień sobotni”.

Dla kard. Wyszyńskiego jest to wiara w zwycięstwo Chrystusa „przez Maryję”. Prymas wzywa do niezachwianej wiary w Tego, który znajduje się w centrum Ikony Jasnogórskiej. Woła: „Dzień sobotni ma wam upływać w duchu niezłomnej nadziei, że ostatecznie «Chrystus zwycięża świat»!”.

Stefan Wyszyński znowu wysoko podnosi poprzeczkę. Raz jeszcze domaga się bezgranicznego zaufania i miłości. Zaprasza do tego, czym sam żyje – do udziału w jego własnym świętym oddaniu. Przekonuje, że w ludziach, którym zależy na „Polsce zawsze wiernej”, musi być przede wszystkim „duch wielkiej miłości ku przedziwnej Królowej”. Miłość do Maryi ma „wypełnić serca, ściany domów rodzinnych i prace dnia całego”.

Prymas Tysiąclecia chce przy tej okazji dokonać w Polsce soborowej odnowy: ożywić laikat i czynnie zaangażować ludzi świeckich w życie Kościoła. Tłumaczy: „Prowadząc dzieło maryjne, episkopat i duchowieństwo nie mogą być sami. Muszą im pomagać ludzie świeccy, którym Wielka Nowenna, Milenium, oddanie się Matce Bożej – wszystko to leży na sercu”.

Maryja Nauczycielką cnót

Do tych, którzy są gotowi uczynić wszystko, by pomóc Matce Bożej zmieniać Polskę, Wyszyński mówi: „Wierzymy, że z pomocą Maryi, Matki Chrystusowej, Polska dochowa wierności Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego pasterzom; że za przyczyną Pośredniczki łask wszelkich [Polska] żyć będzie w łasce uświęcającej; wpatrzona w Oblubienicę św. Józefa obroni małżeństwa, rodziny i cześć kobiety, której uczymy się na miłości i czci ku Niej. Przyjmujemy tę obietnicę daną Maryi przez anioła. Potrzeba nam nadziei, która jest przedłużeniem wiary. Wierzymy, że święta Boża Rodzicielka, święta Boża Karmicielka zachowa nam również życie małych Polaków, którzy rodzą się w rodzinach polskich. Ona zjednoczy nasz naród, bo to przecież Stolica sprawiedliwości, Matka pięknej miłości i Królowa pokoju! Ona nas nauczy łatwego dzielenia się darami ziemi i owocami prawdy, do czego zobowiązują nas Śluby Jasnogórskie. To Ona wykorzeni spośród nas wady, których tak wiele w narodzie, a zwłaszcza rozwiązłość i nietrzeźwość. I Ona nauczy nas cnót, których sama jest najwspanialszym wzorem, jako Pracownica Boża w domu nazaretańskim”.

Ku owocnej Eucharystii

Dzień Matki i Dzień Syna... Gdy komuniści próbują zabrać katolikom niedziele, organizując w nie obowiązkowe czyny społeczne lub wyjazdy zakładowe, prymas decyduje się uczynić coś więcej niż walczyć o zachowanie świętości niedzieli. Postanawia poszerzyć święty czas o jeszcze jeden dzień. Sobota w pracy ma wyglądać inaczej, a wieczór ma być cały oddany Maryi. Kardynał Wyszyński pragnie, aby w ten sposób każda parafia przeżywała sobotę nie tylko jako dzień poświęcony Matce Bożej, ale też jako przygotowanie do przeżywania dnia Pańskiego i celebrowania święta Eucharystii. Prosi, aby w soboty nie tylko więcej mówić o Matce Bożej i więcej się do Niej modlić, ale też by ludzie poza sposobnością „wymodlenia się i wyśpiewania” mieli też możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Zachęca kapłanów, „by w tym dniu byli bardziej obecni w parafii”.

Ponadto w czasach, gdy chrześcijaństwo było celem nieustannych ataków władzy, Soboty Królowej Polski miały wzbudzić w ludziach odwagę do składania świadectwa swej wiary. Prymas prosi: „Niech pobożność maryjna owocuje w codziennym życiu. Owocowanie to mogą wyrażać różne praktyki pobożności, od indywidualnej modlitwy do Maryi, noszenia medalików, szkaplerzy, czci dla obrazów w domach i sanktuariach poprzez przystrajanie figur i kapliczek przydrożnych, udział w pielgrzymkach, aż po szczególne świadectwa wiary i czyny miłości”.

Zarzucona droga?

W okresie przygotowań do Milenium nabożeństwo Sobót Królowej Polski rozpowszechniło się w całej Polsce. Jeszcze wiele lat później wciąż było praktykowane w wielu parafiach. W 1972 r. we Wskazaniach duszpasterskich o nabożeństwach dodatkowych Konferencji Episkopatu Polski znajduje się uwaga, że „od Wielkiej Nowenny wprowadzono w wielu parafiach tzw. Soboty Królowej Polski” i że „są one dobrym przygotowaniem do dnia Pańskiego”, a „kapłan duszpasterz służy w sobotę swym wiernym duchową posługą w konfesjonale”. Biskupi dodają, że „Soboty Królowej Polski w wielu parafiach przyjęły się na stałe”. Na szczególną uwagę zasługuje zdanie: „Nabożeństwa tego żadną miarą nie wolno likwidować pod pozorem odnowionej liturgii”.

Z upływem kolejnych lat nabożeństwo to zaczęło w niektórych parafiach zanikać. Zastanawia fakt, że nie ma o nim wzmianki w uchwałach II Polskiego Synodu Plenarnego (1991-99). Formuła Sobót Królowej Polski się nie zestarzała, ich znaczenie się nie pomniejszyło nawet, gdy zabrakło prymasa.

W każdą pierwszą sobotę miesiąca na Jasnej Górze odbywają się zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi Królowej Polski organizowane przez Bractwo Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polski.
Zawierzenia odbywają się według programu:
13.15 – Droga Krzyżowa na wałach jasnogórskich
16.00 – Różaniec wynagradzający
17.00 – wprowadzenie do zawierzenia
17.15 – konferencja maryjna
18.30 – Msza św. z zawierzeniem Niepokalanemu Sercu Maryi Królowej Polski w kaplicy Cudownego Obrazu
20.00 – świadectwa
21.00 – Apel Jasnogórski

Szczegółowe informacje na temat zawierzeń i bractwa można uzyskać na stronach www.avemaryja.pl lub www.bractwokrolowejpolski.pl .

CZYTAJ DALEJ

Chrześcijaństwo jest wymagające

2020-08-05 07:20

Niedziela Ogólnopolska 32/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

chrześcijaństwo

chrześcinie

Karol Porwich

Bycie chrześcijaninem nigdy nie było i nie jest łatwe. Ono wciąż zobowiązuje i stawia przed nami nowe wyzwania. Dzisiaj, podobnie jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, wiara wymaga od nas odwagi w jej wyznawaniu i dzieleniu się nią z innymi.

Trudno być wyznawcą Chrystusa, gdy widzi się przed sobą katowski nóż islamskiego bojownika, ale również niełatwo żyć po chrześcijańsku, gdy ma się przed oczami kolorowe billboardy, perspektywy doczesnych sukcesów i niezmierzone bogactwo rozrywki oddalone o kilka kliknięć myszką. Te dwa światy wydają się bardzo odległe, w rzeczywistości jednak powoduje to, że każdy chrześcijanin staje przed tym samym wyzwaniem: stawiać Boga na pierwszym miejscu. Świadectwo wiary jest zadaniem dla wszystkich chrześcijan.

Własne wyobrażenie wiary

To nie jest tak, że nagle bycie chrześcijaninem stało się dziś trudniejsze; że zaczęło wymagać podjęcia spraw, którymi dawniej chrześcijanie nie musieli się zajmować, czy rozwiązywania dylematów, których nie mieli nasi ojcowie. To raczej kwestia tego, że dzisiaj człowiek z dużą łatwością odrzuca odpowiedzialność za swoje życie przed Bogiem. Współczesny człowiek jest przekonany, że wszystko zależy od jego subiektywnej oceny. Posunięty do skrajnych konsekwencji indywidualizm lansuje ideę, według której każdy staje wobec własnej prawdy, a to prowadzi do zaprzeczenia właściwego obrazu prawdziwego Boga.

Wielu chrześcijan deklaruje się jako wierzący, ale żyje na sposób pogański. Tacy chrześcijanie są święcie przekonani, że to jest „właściwe” życie po Bożemu. Dlaczego? Ponieważ mają oni własne wyobrażenie wiary i po swojemu ją przeżywają. Są chrześcijanami, ale zachowują swoje własne nawyki, sposób myślenia, swoje obyczaje. Swoje bycie wierzącymi oceniają tak, jak ocenia je świat, mierzą taką samą miarą, jak mierzy świat. A przecież punkt widzenia świata jest zupełnie przeciwny punktowi widzenia Chrystusa. Miara świata jest zupełnie inna niż miara Chrystusowa.

Nie można być chrześcijaninem i jednocześnie uważać życie za nieszczęśliwy los, a życiowe przeciwności za zły urok. Nie można być chrześcijaninem i jednocześnie uważać chorobę za przekleństwo. Nie można być chrześcijaninem i jednocześnie uważać, że wszystko w moim życiu zależy ode mnie. Nie można być chrześcijaninem, a drugiego człowieka uważać za śmiecia, za środek produkcji lub przyjemności. Nie można być chrześcijaninem, gdy traktuje się przykazania Boże i naukę Kościoła jak kulę u nogi. Bycie chrześcijaninem zobowiązuje, bo chrześcijaństwo jest wymagające!

Świat zniewala, a Chrystus wyzwala

Chrześcijaństwo jest jak nowe, młode wino, które stale fermentuje. „Nikt nie wlewa młodego wina do starych worków skórzanych. (...) Młode wino wlewa się do młodych worków skórzanych!” (Mk 2, 22) – uczy Jezus. Kto zamyka chrześcijaństwo w ciasne ramki ludzkich poglądów czy przyzwyczajeń, wtedy staje się ono dla niego uciążliwe, staje się nieznośne. Bycie chrześcijaninem to nie jest sprawa rodzinnej tradycji, uczuć, ale sprawa przekonania, sprawa traktowania, inaczej niż inni, danego ci w prezencie życia. Postacie świata i chrześcijaństwa są nie do pogodzenia. Świat opiera się na egoizmie, a Chrystus na altruizmie; świat jest zachłanny, natomiast Chrystus wielkoduszny; świat jest naładowany zmysłowością, tymczasem Chrystus jest opromieniony czystością; świat jest przykładem pychy, za to Chrystus jest przykładem pokory; świat jest uzbrojony w przemoc, a Chrystus w cierpliwość; świat zniewala, natomiast Chrystus wyzwala; świat jest robaczywy na skutek dziedzictwa grzechu pierworodnego, tymczasem Chrystus jest wzorem nowego, młodego, pełnego świeżości człowieka.

Nie można pogodzić skarlałego życia ze zdrowym wzrostem. Nie można chrześcijaństwa wcisnąć w ramy tego świata, tak jak orła nie można zamknąć w klatce. Orzeł albo ją rozwali, albo zginie. Albo chrześcijaństwo ustrzeże się światowej trucizny, albo świat zagłuszy chrześcijaństwo, bo jak dziś widzimy, taki ma cel. „Świat będzie was nienawidził – mówił już św. Augustyn w V wieku. – Świat niszczy, ale nie zniszczy, walczy, ale nie zwalczy. Przeciw żołnierzom Chrystusa wysyła dwie armie: schlebia, aby zwieść, trwoży, aby załamać”.

Zazdroszczę tym, którzy wierzą

Być chrześcijaninem znaczy przyznawać się do Chrystusa, który powiedział o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). „Przyznając się do Chrystusa – powiedział św. Jan Paweł II w 1984 r. do młodzieży szwajcarskiej – przekonacie się, że prawda was wyzwala (...). Przyznając się do Chrystusa, macie udział w życiu, które zwyciężyło wszelką beznadziejność i zwątpienie, a nawet śmierć. (...) Chrystus jest jedyną drogą alternatywną wobec licznych błędnych dróg tego naszego świata”.

Oriana Fallaci, włoska dziennikarka i pisarka, deklarująca się jako „chrześcijańska ateistka”, napisała: „Chrześcijaństwo jest doprawdy wyzwaniem nie do odparcia, imponującym zakładem człowieka ze sobą samym, zazdroszczę tym, którzy wierzą”.

Wiara przeżywana, wyznawana i praktykowana pomaga człowiekowi żyć, radować się i cierpieć. Wiara jest podstawą, trwałym gruntem prawdziwej rzeczywistości, na którym można oprzeć całe swoje życie.

CZYTAJ DALEJ

110. rocznica urodzin „Wujka”

2020-08-13 13:44

Archiwum Procesu Beatyfikacyjnego

Sługa Boży ks. Aleksander Zienkiewicz, którego wewnętrzny kompas idealnie wskazywał kierunek na niebo

12 sierpnia w katedrze wrocławskiej modlono się z okazji 110 rocznicy urodzin Sługi Bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza.

Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył o. dr hab. Jerzy Tupikowski CMF, prorektor ds. studenckich Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. - Jest nas tutaj więcej niż dwóch, trzech, jak wybrzmiewa to w dzisiejszej Ewangelii. Zatem mamy pewność wiary, że Pan Jezus jest tutaj z nami, słucha nas i możemy z nim rozmawiać. Jest to bardzo ważne, szczególnie w kontekście dzisiejszego Słowa, że Bóg kocha nas bardziej niż my potrafimy kochać siebie samych. Jest to bardzo ważna prawda w naszym życiu duchowym, ponieważ jest to zbieżne z tym do czego zachęca nas dzisiaj Jezus w odniesieniu do nas samych, ale też do naszych bliźnich, rodziny czy sąsiadów – mówił o. Tupikowski.

Wspomniał o Ewangelii, która mówi jasno, żebyśmy troszczyli się o innych, mając oczy duszy szeroko otwarte. Tak jak to podobnie czynił Sługa Boży ks. Aleksander Zienkiewicz. - Jezus zachęca nas do upomnienia braterskiego oraz do wspólnej i zgodnej modlitwy, dwóch, trzech lub więcej osób – mówił kaznodzieja.

Nawiązując do swoich osobistych rozmów, zadał pytanie co w życiu jest najważniejsze? Otrzymał od znajomego księdza odpowiedź, że jest to zbawienie i wewnętrzna wolność.

O. Tupikowski w homilii rozwinął temat upomnienia, do którego trzeba podejść z dobrym, ewangelicznym usposobieniem. - Jak zapewniał Pan Jezus, takie upomnienie może być dla kogoś zbawienne, może pomóc otworzyć oczy na coś, czego do tej pory nie dostrzegał – mówił prorektor ds. studenckich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję