Artur Stelmasiak: W 100. rocznicę śmierci Antoniego Gaudiego papież Leon XIV odprawi 10 czerwca Mszę św. w słynnej na całym świecie bazylice Sagrada Família w Barcelonie. Czy prawdą jest, że Gaudi jest uważany za świętego zarówno przez wierzących, jak i przez niewierzących w Hiszpanii?
Prof. Paweł Skibiński: Rzeczywiście Gaudi cieszy się bardzo dużym i powszechnym autorytetem. W Katalonii, gdzie żył i tworzył większość swoich dzieł architektonicznych, jest postrzegany szczególnie ciepło przez konserwatystów, bo był genialnym artystą i jednocześnie głęboko wierzącym katolikiem. Z kolei lewica katalońska ceni go za jego patriotyzm kataloński, bo domagał się jak największej samodzielności dla tego regionu. W Hiszpanii nie słyszałem, by ktoś wypowiadał się o Gaudim krytycznie, choć oczywiście, nie każdy ceni go za jego katolicką duchowość. Poza tym Sagrada Família oraz inne jego budynki w Barcelonie stały się wizytówkami miasta, trudno więc krytykować człowieka, którego dziełami zachwyca się cały świat.
Czyli jest świętym prawie dla wszystkich. A czy jeden z najdroższych kościołów na świecie, który jest jego dziełem, ma jakichś krytyków w zlaicyzowanym społeczeństwie?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Sagrada Família jest, oczywiście, piękną świątynią, ale jednocześnie stała się pozareligijnym symbolem miasta i całej Katalonii. Należy jednak pamiętać, że 30-40 lat temu zastanawiano się, czy to genialne dzieło jest możliwe do dokończenia. Chodziło nie tylko o pieniądze, ale również o fakt, że współcześni inżynierowie i architekci nie potrafili kontynuować budowy tej wyjątkowej świątyni.
Czy dla Pana Profesora ta budowla jest w pełni sakralna, tzn. czy to piękno pomaga się modlić?
Moim zdaniem – tak, ale zdecydowana większość odwiedzających tę świątynię nie przychodzi do niej się modlić. Ten skomercjalizowany ruch turystyczny może przeszkadzać w modlitwie, lecz kościół bez wątpienia jest arcydziełem sztuki sakralnej. Gaudi był człowiekiem wierzącym i swoją wiarę wyraził przez swój genialny talent.
Sagrada Família jest współczesną świątynią, która automatycznie stała się jedną z ikon Europy obok Katedry Notre Dame w Paryżu czy nawet Bazyliki św. Piotra w Rzymie. Na czym polega fenomen Gaudiego?
Katalończycy w Barcelonie mieli genialnego architekta i chcieli przebić Madryt. Na przełomie XIX i XX wieku w Barcelonie bardzo dynamicznie rozwijał się przemysł, następowała kumulacja kapitału i wzmagała się chęć pokazania swoich ambicji. Z perspektywy czasu widzimy, że plan się powiódł. Benedykt XVI poświęcił ten wyjątkowy kościół w 2010 r., a teraz Leon XIV poświęci centralną Wieżę Jezusa, która ma ponad 170 m wysokości.
Omówiliśmy fenomen genialnego kościoła przez małe „k”, a teraz porozmawiajmy o tym przez wielkie „K”. Do jakiego hiszpańskiego Kościoła przybywa papież Leon XIV?
Reklama
Ten Kościół do pewnego stopnia jest zagadką. Po wojnie domowej w latach 1937-39 Kościół bez wątpienia dominował w sprawach kulturowo-społecznych, ale od przełomu lat 60.-70. ubiegłego wieku jest w permanentnej defensywie. Od tego czasu walczy o jakikolwiek realny wpływ na rzeczywistość społeczną, bo został zmarginalizowany, a postulaty katolickie nie tylko nie są realizowane, ale też nie są już przedmiotem głównej debaty społeczno-politycznej. Z drugiej strony wydaje się, że ten najgłębszy kryzys z 1980 r. został przezwyciężony i zatrzymany, bo Kościół i katolicy dysponują mediami, mają telewizje, produkują niezłe filmy, mają silne i aktywne organizacje społeczne.
Ale coraz mniej Hiszpanów przyznaje się do katolicyzmu (55%), coraz mniej mówi, że chodzi na Msze św. (15%), jest mniej chrztów (40%) i ślubów kościelnych (18%). Jak to się stało, że w 2000 r. było prawie 80% ślubów kościelnych, a teraz jest mniej niż 20%?
Tendencje kulturowe, które wytworzyły się w latach 70., teraz przynoszą skutki. Mamy bowiem kolejne pokolenia, które zostały wychowane w atmosferze ignorancji, obojętności, a nawet wrogości wobec wiary. Tradycyjny model hiszpańskiego katolicyzmu to Kościół wspierany przez państwo, czyli zupełnie odwrotnie, niż było w Polsce. Nasz Kościół nie życzył sobie, by państwo wtrącało się w jego sprawy. W Hiszpanii natomiast mieliśmy często silny sojusz ołtarza z tronem, co w XX wieku odbiło się czkawką. Dziś bez wątpienia Hiszpania jest jednym z najbardziej zlaicyzowanych katolickich państw w Europie.
Często przytacza się opinię, że hiszpański Kościół stracił poparcie po czasach dyktatury gen. Franco. Ile jest w tym prawdy?
Reklama
Ta opowieść byłaby prawdziwa, gdyby nie fakt, że od śmierci gen. Franco minęło ponad pół wieku. Problem w tym, że laicyzacja w Hiszpanii rozpoczęła się pod koniec lat 60. pod wpływem silnych nurtów kultury konsumpcyjnej i rewolucji seksualnej. Skutek był taki, że po przemianach demokratycznych zarówno partie lewicowe, jak i centroprawicowe w imię poprawności politycznej realizowały postulaty laicyzmu kulturowego. Wstydzenie się katolicyzmu było powszechnym zjawiskiem i dotyczyło nie tylko środowisk lewicowych, ale prawie całej sceny społeczno-politycznej. Przykładem może być premier José María Aznar, który był wierzącym i praktykującym politykiem centroprawicowym, ale w jego rządzie za obszar kultury odpowiedzialni byli weterani środowisk trockistów i maoistów. Zdarzali się również biskupi, którzy bardziej zabiegali o akceptację politycznej lewicy niż o dobro swoich wiernych. Ten katolicki kompleks w Hiszpanii jest bardzo silny i panuje zbyt długo, by obwiniać za niego jedynie gen. Franco. Rytualnie wmawia się ludziom, że za laicyzację odpowiedzialny jest frankizm, ale – moim zdaniem – jest to jedynie zaklinanie rzeczywistości, a nie realne szukanie przyczyn tego procesu.
Jak wygląda sytuacja z powołaniami?
Jest bardzo źle, a do tego ten problem trwa już od dekad. W Polsce problem z powołaniami dopiero się zaczyna, a jego skutki będą poważnie odczuwane dopiero w przyszłości.
Ale w Polsce hiszpański katolicyzm kojarzy się z prężnymi ruchami takimi jak Droga Neokatechumenalna i Opus Dei. Czy można powiedzieć, że procentowo katolików jest mniej, ale są bardziej aktywni?
Jakby ich porównać do świeckich katolików w Polsce, to bez wątpienia są bardziej aktywni. Żywy jest także ruch Comunione e Liberazione, ale największe rodzime hiszpańskie formacje, które dziś mają skalę globalną, to właśnie Droga Neokatechumenalna i Opus Dei. Obydwie mają zupełnie inny charakter i wywodzą się z całkowicie innych środowisk. Neokatechumenat i Opus Dei stawiają na bardzo ważną rolę aktywnego i świadomego laikatu, a więc prezentują bardzo żywą dynamikę na tle całego hiszpańskiego i powszechnego Kościoła. Ich członkowie mają liczne i najczęściej trwałe rodziny. Opus Dei jest kojarzone z Uniwersytetem Nawarry w Pampelunie, który jest jedną z najbardziej prestiżowych uczelni w Europie, ale swój dobry uniwersytet ma także Neokatechumenat. Dla porównania – w Polsce żaden ruch katolicki nie założył swojej uczelni, na której kształcone byłyby elity czy skąd wychodziliby liderzy ruchów katolickich.
Jak pielgrzymka Leona XIV zostanie odebrana w Hiszpanii?
Trudno powiedzieć, bo w Hiszpanii Kościół nie jest już tą przestrzenią, która budzi emocje społeczno-polityczne. Papież spotka się z głową państwa, czyli królem Filipem, i z socjalistycznym premierem Pedrem Sánchezem. Jestem ciekawy, co papież powie premierowi, bo przecież Sánchez nie tylko prezentuje lewicowo-genderową agendę, ale także jest uwikłany w gigantyczny proces korupcji. Wyzwaniem dla papieża będzie zajęcie stanowiska wolnego od bieżącej polityki, a jednocześnie takiego, które przypomni katolickie nauczanie o etyce w polityce i ładzie publicznym. Za organizację pielgrzymki Leona XIV odpowiedzialna jest ta sama ekipa, która organizowała Światowe Dni Młodzieży w Madrycie. Te środowiska chcą nadać papieskiej pielgrzymce wymiar wielkiego święta zarówno dla osób wierzących, jak i dla całego hiszpańskiego społeczeństwa. Papież Leon XIV spotka się z młodymi na stadionie Santiago Bernabéu w Madrycie, czyli w tym samym miejscu, w którym spotkał się z młodzieżą Jan Paweł II w 1982 r. Po tamtym spotkaniu odnotowano duży wzrost liczby powołań, a w Hiszpanii jest całe pokolenie kapłanów, którzy identyfikują się z ówczesnym przesłaniem Ojca Świętego. Może więc podobny efekt uda się osiągnąć Leonowi XIV na Bernabéu 2026.
