Krzysztof Świątek: W jakiej rodzinie wzrastał Włodzimierz Szembek? Mamy w tym rodzie Piotra Szembeka, uczestnika powstania listopadowego, i Jana Szembeka, wiceministra spraw zagranicznych, brata Włodzimierza, współpracownika Józefa Becka...
O. prof. Szczepan Praśkiewicz: Tak, w tej rodzinie było także kilku duchownych, w tym prymasi Polski. Rodziny szlacheckie, np. Czartoryskich, Sapiehów, zapisały się jako te wspierające dążenia niepodległościowe. Matka Włodzimierza pochodziła z rodziny Dzieduszyckich. Wiemy, że była osobą głęboko religijną.
Z trzech dróg na ołtarze w jego przypadku możemy wskazać co najmniej dwie: męczeństwo za wiarę i wolę dobrowolnego oddania życia za przełożonego – o. Walentego Kozaka.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Tak, ale i trzecia droga – heroiczności cnót byłaby możliwa. Jeszcze za życia świeckiego, gdy był zarządcą majątku rodzinnego, żył Ewangelią. Zachowały się świadectwa mówiące o tym, że wspierał pogorzelców, ubogich, zakony, zasłużył się na polu charytatywnym. Gdy w wieku 45 lat zdecydował się na wstąpienie do zakonu, jego proboszcz wystawił mu taką opinię, że można by ją uznać za bullę kanonizacyjną. Droga męczeństwa za wiarę pozwala najszybciej wynieść sługę Bożego na ołtarze, bo zwalnia z oczekiwania na nadprzyrodzoną pieczęć samego Boga w postaci cudu dokonanego za sprawą kandydata. Za cud uznaje się wytrwanie w wierze do końca.
Droga Włodzimierza Szembeka jest szczególna. Arystokrata z hrabiowskiej, dobrze sytuowanej rodziny, zarządca majątku, wyrzeka się dóbr materialnych, honorów i późno, w wieku 45 lat, decyduje się na wstąpienie do zakonu. Czy w procesie beatyfikacyjnym budziło to jakieś wątpliwości?
Nie budziło, bo różnymi drogami Pan Bóg prowadzi do ewangelicznej doskonałości, do świętości. Znamy w historii Kościoła późne powołania. Choćby św. Rafała Kalinowskiego, także po czterdziestce – z tym że u niego późniejsze było z uwagi na powstanie styczniowe, zesłanie na Sybir, emigrację we Francji. Matka Włodzimierza uczyniła go odpowiedzialnym za majątek i on to spełnił, żył w pełni chrześcijaństwem, ale czuł niedosyt i odkrył powołanie.
Dlaczego wstąpił do salezjanów?
Może decydujące okazały się powołanie i droga jego krewnego, a dziś błogosławionego Augusta Czartoryskiego, który także wstąpił do zakonu salezjańskiego i też zrezygnował z dziedziczenia majoratu, a majątek przekazał zgromadzeniu... Włodzimierz nigdy nie szczycił się tym, że pochodzi z rodziny hrabiowskiej. W ubóstwie, pokorze prześcigał swoich współbraci. Tylko raz podpisał się jako hrabia – kiedy decydował się na wstąpienie do zakonu.
Reklama
W obliczu aresztowania przez Niemców z gestapo do o. Walentego Kozaka powiedział: „Wstyd, żeśmy tak długo musieli na to czekać”. I zadeklarował wolę oddania życia za niego jako przełożonego. Później był torturowany w Zakopanem i Nowym Targu, trzymany w wypełnionej wodą celi, która była tak mała, że uniemożliwiała położenie się. Czy jego drogę da się porównać do drogi św. Maksymiliana Marii Kolbego?
Jak najbardziej. I co jest ważne, kiedy o. Maksymilian Maria Kolbe wystąpił z szeregu i chciał oddać życie za Franciszka Gajowniczka, padło pytanie: „kim ty jesteś?”. Odpowiedział: „księdzem katolickim”. „A, gut” – cieszyli się niemieccy oprawcy. I to zdecydowało o kanonizowaniu go jako męczennika – jego zadeklarowana tożsamość. Analogiczna scena odbywała się podczas aresztowania o. Włodzimierza Szembeka i padła ta sama odpowiedź: „jestem księdzem katolickim”. Niemcy nie dowierzali, że tak stosunkowo krótko był kapłanem, kiedy powiedział, że od 6 lat, i sądzili, że ich oszukuje.
Kto był świadkiem męczeństwa ks. Szembeka?
Zachowały się świadectwa współwięźniów, którzy zeznawali, że nawet po ciężkich przesłuchaniach i torturach nigdy nie złorzeczył, a modlił się za prześladowców. Można go określić mianem apostoła przebaczenia.
Dlaczego go torturowano?
Zapewne oprawcy chcieli mu „odpłacić” za arystokratyczne pochodzenie. A ponadto pałali nienawiścią do Kościoła Katolickiego.
Czy prawdą jest, że ks. Szembek został przewieziony do obozu Auschwitz 16 września 1942 r. z Tarnowa, skierowany do ciężkiej pracy przy ciągnięciu walca do utwardzania dróg i że z wycieńczenia zmarł po 2 dniach, tj. 18 września 1942 r.?
Reklama
To jedna z wersji. Druga mówi, że do Auschwitz trafił 19 sierpnia 1942 r., a zatem spędził w obozie prawie 3 tygodnie, gdyż zmarł tam z wycieńczenia 7 września. Tę wersję, potwierdzoną dokumentami z Muzeum Auschwitz-Birkenau, przyjmują historycy, np. ks. dr hab. Jarosław Wąsowicz, obecnie kapelan Prezydenta RP, a wcześniej postulator w procesie. Tę wersję przyjęła też Dykasteria Spraw Kanonizacyjnych.
Czy zostało udowodnione, że ks. Szembek wyraził przed śmiercią wolę oddania życia za nawrócenie komendanta obozu Rudolfa Hessa? Hess przed powieszeniem odbył długą spowiedź z życia i przyjął Wiatyk.
Tak, zostało potwierdzone, że wolą o. Szembeka była ofiara życia za nawrócenie Rudolfa Hessa. Wynika to z zachowanych świadectw.
Jak będzie wyglądała beatyfikacja dziewięciu salezjanów męczenników, zamordowanych za wiarę?
Beatyfikacja jest włączona w Mszę św., na początku której postulator – o. Pierluigi Cameroni z Towarzystwa Salezjańskiego zwróci się do reprezentującego Ojca Świętego kard. Marcella Semeraro, prefekta Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych, z prośbą o włączenie swoich współbraci w poczet błogosławionych. Zostaną odczytane krótkie biogramy kandydatów na ołtarze. Wtedy kardynał prefekt – w imieniu Ojca Świętego Leona XIV – wypowie formułę beatyfikacji, która jest zawsze aktem papieskim. Po odczytaniu i śpiewie pieśni Gloria in excelsis Deo zostanie odsłonięty obraz nowych błogosławionych. Będą na nim przedstawieni w sutannach, z numerami obozowymi.
Czy będą relikwie nowych błogosławionych?
Reklama
Ich ciała zostały spalone w obozach, więc relikwii pierwszego stopnia – ex corpore, z ciała – nie będzie. Będą przyniesione w procesji przedmioty, których używali, lub inne pamiątki. (W przypadku beatyfikacji prymasa Wyszyńskiego nie otwierano trumny, dlatego relikwią był fragment listu). Akt beatyfikacji zostanie dokonany 6 czerwca w Krakowie. Z kolei 7 czerwca odbędzie się dziękczynienie w Oświęcimiu, gdzie salezjanie mają prężny ośrodek, w którym niektórzy z nowych błogosławionych się kształcili, a inni pracowali, jak ks. Karol Golda, który jest męczennikiem konfesjonału, bo wyspowiadał jednego z żołnierzy Wehrmachtu, za co został aresztowany i skazany na śmierć.
Jak wielu Polaków dotyczą aktualne procesy beatyfikacyjne?
Do chwały ołtarzy aspiruje prawie 300 kandydatów. Prawie 100 oczekuje na udowodnienie heroiczności cnót, a ponad 200 – na orzeczenie męczeństwa, zadanego przez niemieckich lub sowieckich okupantów, komunistów w Polsce czy nacjonalistów ukraińskich. W tym ostatnim przypadku pierwszy jest proces o. Ludwika Wrodarczyka, zamordowanego w 1943 r. na Wołyniu. W kilku przypadkach kandydatów zgłosiły diecezje zagraniczne, gdyż tam pracowali i zmarli, np. słynny o. Marian Żelazek, werbista, zmarły w 2006 r. w Indiach. Z polskich diecezji najliczniejsze procesy prowadzi archidiecezja krakowska, m.in. rodziców św. Jana Pawła II – małżonków Emilii i Karola Wojtyłów, zaangażowanego w życie religijne krawca Jana Tyranowskiego, niepiśmiennej góralki ze Stryszawy Kunegundy Siwiec czy wolontariuszki Heleny Kmieć. „Polskie” niebo jest coraz liczniejsze.
