Te słuszne oczekiwania dostrzegano na Zachodzie. 8 maja 1945 r., w dzień zakończenia II wojny światowej, król Zjednoczonego Królestwa Jerzy VI list do prezydenta RP na uchodźstwie Władysława Raczkiewicza – gdy pisał o braterstwie broni narodów brytyjskiego i polskiego oraz o „dzielnych polskich żołnierzach”, wdzięczny za rolę, którą odegrali na wielu frontach, a zwłaszcza w bitwie o Anglię w 1940 r. – zakończył słowami: „Jest moją najszczerszą nadzieją, że Polska uzyska nagrodę za całą jej odwagę i ofiarność (...)”.
Dramatyczny koniec wojny
Rzeczywistość powojennej Polski była dramatyczna. Zniszczonym krajem – z przesuniętymi granicami – w którym na każdym kroku odczuwano arogancję sowieckich dygnitarzy i żołnierzy, rządził narzucony przez Stalina na Kremlu Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, a zdecydowaną przewagę mieli w nim komuniści. Trwała krwawa rozprawa sowieckiego i komunistycznego aparatu bezpieczeństwa z podziemiem antykomunistycznym oraz legalną opozycją. Polska na arenie międzynarodowej postrzegana była już jako kraj podległy ZSRR, a w warunkach nasilających się napięć między Kremlem a aliantami zachodnimi i zapadającej „żelaznej kurtyny” rozpoczynał się czas jej izolacji od świata zachodniego.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Cyniczna gra komunistów
Reklama
Brytyjczycy w defiladzie zwycięstwa, zaplanowanej w Londynie na 8 czerwca 1946 r., przewidywali udział sił zbrojnych wszystkich krajów sojuszniczych. Nie mogło w tym gronie zabraknąć, z oczywistych powodów, Polaków. Rząd brytyjski zaprosił oficjalnie do udziału w uroczystości żołnierzy „Ludowego” Wojska Polskiego oraz reprezentację Polskich Sił Zbrojnych (PSZ) na Zachodzie. Dla komunistów w kraju głównym problemem był udział w tej defiladzie żołnierzy II Korpusu. Tymczasem wiosną 1946 r. rząd brytyjski podjął decyzję o rozwiązaniu PSZ na Zachodzie i zadeklarował jednocześnie dalszą opiekę nad żołnierzami, którzy pozostaną w Wielkiej Brytanii. Te okoliczności usztywniły jeszcze bardziej stanowisko Warszawy, która domagała się, by jedynym „uprawnionym do reprezentowania Wojska Polskiego” na defiladzie był oddział Ludowego Wojska Polskiego.
W ten sposób komuniści zamierzali upokorzyć całą polską emigrację polityczną i przyczynić się do jej skonfliktowania. Zdecydowana część generałów i żołnierzy spośród zaproszonych przez Brytyjczyków do udziału w uroczystości razem z żołnierzami brytyjskimi demonstracyjnie odrzuciła tę upokarzającą ofertę. W konserwatywnej prasie opublikowano list posłów konserwatywnych, którzy uznali zaproszenie wojsk polskich z kraju za „obrazę” Polaków na Wyspach, gdyż miały one reprezentować rząd nadal niemający wyborczej legitymacji. Posłowie do Izby Gmin zwracali uwagę na paradoks, że na defiladzie będą żołnierze z Meksyku, sanitariusze z Fidżi i policjanci z Libanu, a nie będzie przedstawicieli Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie!
Reklama
5 czerwca, a więc 3 dni przed defiladą, były premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill tak powiedział w Izbie Gmin o dramatycznym losie Polaków po wojnie: „Los Polski wydaje się niekończącą tragedią (...), a my ze smutkiem śledzimy dziwny wynik naszych zabiegów. Głęboko odczuwam (...), że wojsko polskie (...), które przelewało krew w obronie wspólnej sprawy, nie będzie brało udziału w paradzie zwycięstwa. Myślami będziemy z nimi. Nigdy nie zapomnimy ich odwagi i zalet wojennych, które dzieliliśmy z nimi w sławie Tobruku, Cassino i Arnhem”. Jeden z ministrów rządu brytyjskiego Harold Macmillan napisał na dzień przed defiladą w Londynie do gen. Władysława Andersa: „Radość i duma Brytyjczyka będzie się łączyła u mnie z uczuciem smutku, a nawet wstydu”, a gen. Philip Joubert de la Ferté zadał nie tylko sobie dramatyczne pytanie: „Czy wszyscy straciliśmy poczucie przyzwoitości i wdzięczności?”.
Kompromis zaproponowany przez Brytyjczyków okazał się ostatecznie ich totalną klęską. Zaproszenie otrzymało tylko 25 polskich lotników, którzy odmówili obecności, gdyż uznali, że pominięcie marynarki i sił lądowych „nie pozwala im na reprezentowanie w tej części uroczystości całości PSZ”. Tuż przed defiladą dotarła z Polski na Wyspy wiadomość o „wstrzymaniu się reprezentacji polskiej od udziału w Defiladzie Zwycięstwa”. Jako pretekst odmowy potraktowano pomoc rządu brytyjskiego udzieloną gen. Tadeuszowi Borowi-Komorowskiemu w wyjeździe do USA. De facto za tą decyzją stał Kreml. W Moskwie zdecydowano o nieobecności wojsk sowieckich, a wasalne władze komunistycznej Polski zostały zmuszone do bojkotu tego wydarzenia.
Osamotniony sojusznik
Generał Anders we wspomnieniach nie krył goryczy: „Względy natury politycznej, tak jak wielokrotnie w stosunku do nas, nawet i w tej sytuacji przeważyły szczególnie mocno”. Jedynym pocieszeniem były dla generała głosy polityków brytyjskich, którzy wyrażali wdzięczną pamięć o męstwie na polach bitew i braterstwie broni.
Reklama
Tydzień później w Ankonie, w czasie święta żołnierza II Korpusu, gdy informował swoich podkomendnych o decyzji sojuszników dotyczącej demobilizacji Korpusu, z goryczą powiedział: „Mamy najgłębsze przeświadczenie, żeśmy w najcięższych dla naszych sojuszników chwilach dochowali lojalności. A jednak mimo to w dniu zwycięstwa, obchodzonym przez Wielką Brytanię 8 czerwca, wśród żołnierzy wielu narodów (...) brakowało żołnierza polskiego, wiernego współtowarzysza broni ze wspólnych pól bitewnych”. Mimo to „zespoleni z dążeniami całego narodu, tak w kraju, jak i na obczyźnie, ślubujemy trwać nadal w walce o wolność Polski bez względu na warunki, w których przyjdzie nam żyć i działać”.
Haniebny epilog
Bolesnym finałem cynicznej gry komunistów prowadzonej wobec polskiej emigracji po wojnie była haniebna decyzja komunistycznych władz z 26 września 1946 r. o pozbawieniu polskiego obywatelstwa 76 oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy postanowili nie wracać do kraju.
Wbrew komunistycznej propagandzie do kraju po wojnie wróciło 114 tys. żołnierzy PSZ na Zachodzie. Niektórzy z nich ulegali naciskom i groźbom, po czym decydowali się na ucieczkę z kraju. W tej sytuacji dla większości Polaków, zwłaszcza żołnierzy II Korpusu, droga do kraju rządzonego przez komunistów była de facto zamknięta.
Skandal związany z nieobecnością żołnierzy polskich na defiladzie zwycięstwa w Londynie pokazywał nie tylko dramat osamotnionego sojusznika rok po zakończonej wojnie, ale także bankructwo polityki brytyjskiej wobec sprawy polskiej w czasie wojny i po niej oraz postępującą kontrolę Moskwy nad okupowaną Polską. Był także dowodem na bezbrzeżną nienawiść i pogardę reżimu komunistycznego wobec wszystkich, którzy uosabiali ideę suwerennej Polski.
