Reklama

Silny Śląsk w Europie

2019-05-23 07:31

Rozmowa z Grzegorzem Tobiszowskim

Dominik Różański
Grzegorz Tobiszowski Ekonomista, polityk, samorządowiec, poseł na Sejm RP V, VI i VII kadencji

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach minister Krzysztof Tchórzewski zaproponował podatek od tzw. śladu węglowego. Czemu on ma służyć?

W wielu krajach Unii Europejskiej przemysł oraz miejsca pracy są wypychane poza nasz kontynent. Wysokie opłaty za emisję CO2 powodują, że ceny energii rosną, tym samym rosną koszty produkcji. Fabryki, huty, zakłady produkcyjne konkurencyjnie nie wytrzymują z produktami z krajów, gdzie nikt nie patrzy tak restrykcyjnie na politykę klimatyczną. Przestaje się opłacać produkować, bo import jest tańszy. I tu są dwa problemy. Pierwszy to miejsca pracy i rozwój, który Europa po prostu oddaje innym kontynentom, a drugi to kwestie związane z klimatem. Co z tego, że Europa będzie ograniczać emisję CO 2, skoro kraje Afryki i Azji, do których został przeniesiony ten przemysł wyprodukują go znacznie więcej. Europa narzucając bardzo restrykcyjne normy, a jednocześnie korzystając z taniego importu, globalnie szkodzi i sobie i wszystkim. Znaczne pogorszenie klimatu następuje zwłaszcza tam, gdzie technologia jest przestarzała.

Polska Grupa Górnicza przyniosła w ubiegłym roku 493 miliony złotych zysku, Grupa JSW 1,76 miliarda. Żadna inna branża w Polsce w ostatnich latach nie zanotowała tak dynamicznego wzrostu.

W 2015 roku górnictwo przyniosło dwa miliardy złotych straty. Sytuacja spółek węglowych była katastrofalna - stały przed bardzo realną groźbą upadłości. Było wiele głosów, że z tej zapaści branża już się nie podniesie. Konieczne były natychmiastowe działania. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu i dialogowi ze stroną społeczną dziś kopalnie są sprawie działającymi przedsiębiorstwami, przynoszą zyski, dają stabilne miejsca pracy, a Polsce bezpieczeństwo energetyczne. No i wpływy budżetowe. W biegłym roku spółki górnicze w podatkach i opłatach wpłaciły do budżetu państwa i samorządów – ponad pięć miliardów złotych. I pamiętajmy - polskie górnictwo generuje ponad 300 tysięcy miejsc pracy, polski przemysł kolejne setki tysięcy. Nie możemy dopuścić do ich likwidacji.

Reklama

Podczas Kongresu wiele było rozmów o energetyce, przemyśle, ale także transformacji energetycznej i wsparciu dla regionów górniczych.

Regiony górnicze w Europie stają przed dużymi wyzwaniami transformacyjnymi, takimi jak rekultywacja i rewitalizacja terenów poprzemysłowych, przy zagwarantowaniu sprawiedliwej transformacji społecznej. Pod koniec 2017 r. w Strasburgu Komisja Europejska oficjalnie zainaugurowała Program Wsparcia Regionów Górniczych”. Wśród uczestników konferencji byli zarówno przedstawiciele rządów, samorządów, jak i spółek oraz organizacji pozarządowych i społecznych, związanych z sektorem górnictwa z całej Europy. Ministerstwo Energii prowadzi bieżący dialog z Komisją Europejską. Platforma Wsparcia dla Regionów Górniczych ma dwa wymiary: proces restrukturyzacji regionów górniczych, w których zaprzestano wydobycia węgla oraz prace badawczo – rozwojowe dotyczące czystych technologii węglowych i alternatywnych metod wykorzystania węgla. To wsparcie dla Śląska, ale też okolic Wałbrzycha i Konina

Na Śląsku niezwykle ważnym tematem jest zanieczyszczenie powietrza – zwłaszcza smog.

Generalizowanie i stygmatyzowanie węgla jest złe. To jak z samochodami – nie możemy porównywać 20-letnich diesli z nowoczesnymi ekologicznymi hybrydami. Tak samo jest z węglem. Możemy ten najgorszej jakości spalać w starych piecach albo wykorzystywać dobrej jakości węgiel efektywnie i ekologicznie. Stawiamy na to drugie rozwiązanie. Główną przyczyną smogu jest spalanie śmieci i paliwa niskiej jakości. Wprowadzone zostały przepisy regulujące dwie niezwykle istotne sprawy. Pierwsza to ustawa o jakości paliw stałych, która zakazuje sprzedaży detalicznej najgorszej jakości węgla, a po drugie w 2017 roku zostało wydane rozporządzenie w sprawie wymagań dla kotłów, które dopuszcza do sprzedaży tylko te o najlepszych parametrach. Czyli z tynku eliminujemy tak zwane „kopciuchy” i najgorszej jakości paliwo do nich. Ponadto uruchomiliśmy program „Czyste Powietrze”, wspieramy prosumentów oraz elektryczny transport.

Mamy również „Program dla Śląska”.

Ponad 50 miliardów złotych na 70 projektów, które będą motorem napędowym regionu. Stawiamy na zwiększenie innowacyjności przemysły, inwestycje rozwojowe, infrastrukturę transportową, ale także poprawę jakości środowiska i podnoszenie kwalifikacji mieszkańców naszego regionu. Chcemy maksymalnie wykorzystać potencjał województwa śląskiego w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jestem przekonany, że razem z nowym zarządem województwa dobrze wykorzystamy te ogromną szansę na rozwój naszego regionu.

Do wyborów do Parlamentu Europejskiego zostało ledwie kilka dni. Jak wyobraża Pan sobie swoją działalność w Europarlamencie.

Jest pięć głównych obszarów, pięć priorytetów. Po pierwsze więcej funduszy dla województwa śląskiego z funduszy unijnych w tym na rekultywację terenów poprzemysłowych i wsparcie transformacji energetycznej. Wynegocjowaliśmy już miliardy dla naszego regionu. Wiem jak rozmawiać z Komisją Europejską, by zadbać o jeszcze większe wsparcie dla województwa śląskiego. Druga kwestia to obrona przemysłu, którego przyszłość w dużym stopniu będzie się ważyć w Brukseli. Przemysł to wciąż ogromna siła województwa śląskiego. Nie możemy się od niego odwracać, a wspierać i rozwijać. Będę walczył o polski przemysł, którego serce bije na Śląsku. Z tym też się wiążą miejsca pracy. Przypomnę - 300 000 miejsc pracy w województwie śląskim generują kopalnie. Nie pozwolę na ich likwidację. Stabilna i dobrze płatna praca na Śląsku to cel nadrzędny. Kolejna bardzo ważna kwestia to czystsze powietrze. Walka ze smogiem to mój priorytet równorzędny z ochroną i rozwojem przemysłu.

Mieszkańcy regionu zasługują na oddychanie czystym powietrzem. I ostatni priorytet - bezpieczeństwo energetyczne. W dzisiejszym świecie nie ma nic ważniejszego od energii - od zasilania urządzeń domowych po systemy bankowe, finansowe, drogowe, szkoły, szpitale i fabryki. Polska musi być niezależna, a prąd zawsze musi płynąć do przemysłu i gniazdek w naszych domach. Będę bronić energetycznej niezależności Polski.

Tagi:
rozmowa

Anioły chodzą po ulicach

2019-05-21 13:10

Z Janem Stolarskim rozmawiał Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 42-44

Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Zderzenie, ból i krzyk. Od tego momentu radykalnie zmieniło się życie niespełna 21-letniego piłkarza
Z Janem Stolarskim o dramatycznych chwilach na piłkarskim boisku, walce o powrót do zdrowia i wierze w Boga rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Krzysztof Tadej
Jan Stolarski – piłkarz, trener i założyciel klubu Rozwój Warszawa

KRZYSZTOF TADEJ: – Dramat rozpoczął się cztery lata temu – 28 lutego 2015 r., w sobotę po południu.

JAN STOLARSKI: – Byłem na testach w drużynie KS Łomianki. Szukałem drużyny, w której mógłbym grać, rozwijać się. Rozgrywaliśmy sparing z warszawskim zespołem z Ursynowa. Byłem środkowym pomocnikiem. Nieźle dla mnie układał się ten mecz. W 30. minucie minąłem dwóch zawodników i zbyt mocno wypuściłem piłkę. Chciałem wślizgiem ją zatrzymać, bo zbliżała się do bocznej linii boiska. Nie zauważyłem, że obrońca przeciwników również zrobił wślizg. Doszło do zderzenia.

– Sytuacja, jakich wiele na piłkarskim boisku.

– Niestety, nie w tym przypadku. Zawodnik kolanem trafił mnie w piszczel. Krzyknąłem, poczułem ogromny ból. Od razu spuchła mi noga. Po chwili próbowałem wstać, ale nie mogłem. Nikt mi nie pomógł. Nie było opieki medycznej. Pomyślałem, że muszę dojść do szatni, żeby tam się położyć. Ani trener, ani kierownik drużyny nie wezwali karetki. Machnęli ręką. Potem nikt się mną nie interesował. Z największym trudem dotarłem do szatni, a sparing trwał.

– A później? Po meczu?

– Trener spytał, czy będę z nimi grał w kolejnych meczach. „Nie wiem, czy dam radę, bo nie wiem, jak poważny jest uraz” – odpowiedziałem. Mówiłem, że bardzo boli mnie noga i nie jestem w stanie pójść na autobus, żeby pojechać do domu. Kierownik drużyny podwiózł mnie pod mój blok. Z największym trudem dotarłem na trzecie piętro. Położyłem się, ale w nocy ból był nie do wytrzymania. Z mamą i bratem pojechaliśmy na ostry dyżur do szpitala.

– I zaczął się kolejny horror...

– Lekarz dyżurujący chciał mi od razu wstawić nogę w gips, bez prześwietlenia. Nie zgodziłem się. Dali mi środek przeciwbólowy i odesłali do domu.

– A gdybyś się zgodził, to...

– Już bym nie miał nogi. Tak mówili później lekarze. Po powrocie do domu czułem się fatalnie. Mdlałem. Postanowiliśmy pojechać na dyżur lekarzy sportowych do prywatnej kliniki. Jak dojechaliśmy, to lekarz niemal złapał się za głowę. Powiedział, że mam krwiaka, ciśnienie krwi w nodze jest krytyczne, robi się zakrzep i natychmiast trzeba mnie operować. Ale dodał, że musimy zapłacić. Doszliśmy do kasy i okazało się, że trzeba wpłacić aż 13 tys. zł. Nie mieliśmy pieniędzy.

– Ktoś pojechał do domu po oszczędności?

– W domu ani na kontach także nie mieliśmy takiej sumy. Pochodzę z niezamożnej rodziny. Z mamą i bratem Karolem mieszkaliśmy w malutkiej, 19-metrowej kawalerce na warszawskiej Woli. W najstarszym, przedwojennym bloku. Było tak ciasno, że wannę mieliśmy w kuchni, a jak rozłożyliśmy wieczorem łóżko i fotele, to praktycznie nie było wolnego miejsca. Mieszkaliśmy bez taty. Nigdy go nie poznałem. Po prostu opuścił mamę, gdy się dowiedział, że jest w ciąży. Nieraz w dzieciństwie było ciężko. Jak dorośliśmy z bratem, to zaczęliśmy dorabiać. W swoim życiu byłem już kucharzem, kelnerem, układałem chodniki na budowie, roznosiłem ulotki. Nie miałem oszczędności, żeby zapłacić za operację.

– Co się stało później?

– Postanowiliśmy wrócić do państwowego szpitala. Poprosiliśmy lekarza prywatnej kliniki, żeby wypisał skierowanie. Na czerwono podkreślił konieczność natychmiastowej operacji. Gdy stamtąd wyjeżdżaliśmy, to pomyślałem sobie, jak straszny jest dzisiejszy świat. Kto nie ma pieniędzy, to w prywatnej przychodni czy szpitalu nie uzyska pomocy. Po prostu zostawią cię z problemem. Możesz stracić nogę, umrzeć, bo liczą się tylko pieniądze.

– Dojechaliście do szpitala i...

– Na dyżurze był inny lekarz. Zrobił kolejne badania. Powiedział, że to skandal, iż jego kolega wypuścił mnie w takim stanie. Zarządził natychmiastową operację. Minuty decydowały o tym, czy uratuje mi nogę, czy będzie musiał ją amputować. Wszystko działo się w błyskawicznym tempie. Na sali operacyjnej nie było czasu na podanie leków przeciwbólowych. Dostałem wacik w usta, żebym nie odgryzł sobie języka. Nacięto mi nogę. Krwiak wypłynął. Poczułem ulgę.

– Po powrocie na salę... umierałeś.

– Podczas operacji przecięto mi naczynia krwionośne. Kiedy przywieziono mnie na salę, krew lała się na podłogę. Sytuacja była krytyczna. Traciłem przytomność. Ludzie po operacjach, którzy leżeli obok, krzyczeli, żeby natychmiast przyszli lekarz i pielęgniarki. Ale oni zniknęli. Po prostu gdzieś sobie poszli.

– Horror.

– Tak poznałem warunki panujące w polskim szpitalu. Kiedy wreszcie pojawił się lekarz, od razu zdecydował, że zabiera mnie na kolejną operację. Tym razem zszyli mi naczynia krwionośne. Kiedy to się zakończyło, wróciłem na salę i zacząłem odzyskiwać siły. Wróciło mi życie, ale wkrótce przeżyłem kolejne trudne chwile.

– To znaczy?

– Zapytałem lekarza, kiedy będę mógł wrócić na boisko. Spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział, że w piłkę to będę mógł co najwyżej pograć sobie na komputerze. Byłem zdruzgotany. Przecież całe życie marzyłem o graniu...

– Co Ci wtedy pomogło?

– Mocny charakter i wiara w Boga. Powiedziałem sobie, że wrócę na boisko bez względu na to, w której będę grał lidze. Na sali modliłem się po swojemu. Prosiłem Boga o pomoc. Gdyby nie wiara, tobym nic nie osiągnął. Nie miałbym odwagi wstać i walczyć dalej.

– Kiedyś powiedziałeś: „Bóg miał dla mnie plan”.

– Postanowiłem, że jak wyzdrowieję, to będę pomagał innym. Wiedziałem, że wielu chłopaków chce grać w piłkę, ale nie może się przebić do żadnego klubu. Tak jak w moim przypadku – nie mieli pomocy trenerskiej ani menadżerskiej. Potrzebowali kogoś, kto by ich zachęcił, wskazał im drogę, doprowadził do sukcesu. Poczułem, że Bóg chce, bym pomagał chłopakom, którzy w życiu popełnili jakieś błędy, chcą wyjść na prostą i grać w piłkę.

– Ale wcześniej sam musiałeś powrócić do zdrowia.

– Spotkałem ludzi, którzy mi pomogli. Okazuje się, że anioły, dobrzy ludzie, chodzą po ulicach. Można ich spotkać w codziennym życiu. Dla mnie taką osobą okazał się Jacek Magiera – były piłkarz i trener Legii Warszawa, obecnie trener piłkarskiej reprezentacji Polski do lat 20. Poznał go przez przypadek mój brat Karol, który też jest piłkarzem. Wiedział z gazet, kim jest, i po prostu podszedł do niego w tramwaju. Zapytał, czy może przyjść na testy do Legii. Wymienili się telefonami. To wydarzyło się przed moją kontuzją. Po wyjściu ze szpitala zadzwoniliśmy do Jacka i to właśnie on mi pomógł. Bezinteresownie! Dzięki niemu mogłem rozpocząć rehabilitację w Legii Warszawa, a potem treningi.

– Ale również tam przeżyłeś moment załamania...

– Któregoś dnia po rehabilitacji w szatni zobaczyłem zawodników w moim wieku. Byli uśmiechnięci, pełni sił, mieli kontakty. Pomyślałem o swoim życiu. Kontuzja, groźba amputacji nogi, powolne dochodzenie do sprawności... Przyszło mi do głowy, że tak naprawdę, jeśli wrócę na boisko, to będę mógł grać najwyżej w okręgówce. Rozpłakałem się. Zobaczył to Jacek Magiera. Zapytał, dlaczego płaczę. A potem powiedział, że w swojej karierze widział może 3-4 płaczących piłkarzy. „I wiesz co się później stało?” – spytał. Okazało się, że wszyscy zagrali w reprezentacji Polski. Odpowiednio mnie zmotywował i znowu zacząłem walczyć.

– W jednym z wywiadów przypomniałeś również powiedzenie: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”.

– Przed kontuzją miałem dużo kolegów i znajomych. O niektórych myślałem, że są przyjaciółmi. Jak doznałem kontuzji, to nikt się nie odzywał. Pustka. Od czasu do czasu ktoś o coś zapytał na Facebooku. Ale pojawili się ludzie, o których mogę dzisiaj powiedzieć, że są prawdziwymi przyjaciółmi. Oni mi pomagali. Tak samo jak moja rodzina. Dlatego przetrwałem najcięższe chwile.

– Po rehabilitacji dochodziłeś do pełnej sprawności. I zacząłeś pomagać innym...

– Wróciłem na boisko. Zacząłem grać w drużynie OKS Start Otwock w III lidze. Był to dla mnie wielki sukces, bo przecież przed kontuzją grałem w lidze okręgowej. Jednocześnie marzyłem o założeniu klubu piłkarskiego. Przekonałem do tego kilku kolegów. Na Facebooku zaprosiliśmy zainteresowanych na pierwszy trening. Przyszło ponad 50 osób! Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak powstał klub Rozwój Warszawa. Zgłosiliśmy się do rozgrywek i zaczęliśmy grać w ostatniej lidze.

– Mieliście sprzęt, sponsorów, boisko?

– Nie, kompletnie nic. Tylko marzenia i zapał do gry. Do dzisiaj nie mamy swojego boiska i wynajmujemy je, gdy mamy grać „u siebie”. Startowaliśmy bez zaplecza, sponsorów. Treningi odbywały się na łąkach, na orlikach, gdzie nie było wymiarowych bramek, i na zapomnianych boiskach. Obok jednego z nich była stajnia. Właściciel pozwolił nam się tam przebierać. Ponieważ na boisku nie było żadnego oświetlenia, jeden z kolegów przywiózł z budowy lampy ledowe. Przejeżdżający na rowerach ludzie zatrzymywali się i nie dowierzali, że drużyna, która występuje w rozgrywkach, może trenować w takich warunkach. Ale szło nam nieźle. Po pierwszym sezonie awansowaliśmy do wyższej ligi.

– A jak jest obecnie?

– Gramy w klasie A. Zajmujemy jedno z czołowych miejsc. Marzymy, żeby awansować do wyższej klasy. Chcielibyśmy, żeby ktoś nam pomógł w rozwoju klubu. To jest bardzo trudne, ale moje doświadczenie pokazało, że nigdy nie można się poddawać. Lekarze twierdzili, że już nigdy nie wybiegnę na boisko, a stało się inaczej. Wielu ludzi pukało się w czoło, gdy zakładałem klub piłkarski, a teraz nieźle sobie radzimy. O sukcesie decydują pasja, marzenia, determinacja i chęć osiągnięcia sukcesu.

– Czego jeszcze nauczyło Cię to doświadczenie?

– Inaczej patrzę na świat i ludzi. Bardziej doceniam drugiego człowieka. Wiem, że często sukcesy rodzą się w bólach. Trzeba pokonywać trudności i się nie załamywać. I nieraz cierpieć, żeby osiągnąć coś wartościowego. Często powtarzam maksymę: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. A także słowa słynnego piłkarza – Pelégo: „Sukces to nie przypadek. To ciężka praca, wytrwałość, nauka, analiza, poświęcenie, a przede wszystkim miłość do tego, co robisz”. Po tym, co mnie spotkało, wiem, że życie w ciągu kilku chwil może się radykalnie zmienić. Ale wtedy trzeba walczyć i nigdy się nie poddawać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmiany proboszczów w archidiecezji warszawskiej

2019-06-17 17:17

Artur Stelmasiak

Jedenaście parafii w archidiecezji warszawskiej 30 czerwca powita swoich nowych proboszczów. Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz podziękował także zasłużonym kapłanom, którzy przechodzą na emeryturę.

Dziś odebrali dekrety z rąk kard. Kazimierza Nycza, złożyli przysięgę proboszczowską i wyznanie wiary w kaplicy Domu Arcybiskupów Warszawskich. Kard. Nycz dziękując proboszczom przechodzącym na emeryturę po wielu latach pracy w duszpasterstwie podkreślił jednocześnie, że „kapłaństwo nie zna pojęcia emerytura, bo księdzem się jest, nawet jeżeli nie jest się już proboszczem”. Podkreślił, że kapłan do ostatnich dni będzie sprawował sakramenty, odprawiał Mszę św., modlił się i spowiadał.

Księża proboszczowie, którzy w 2019 r. odchodzą na emeryturę

1. Ks. prałat Eugeniusz Dziedzic, dotychczasowy proboszcz parafii św. Anny w Grodzisku Mazowieckim, w dekanacie grodziskim, przechodzi na emeryturę, z zamieszkaniem w tej parafii, w charakterze rezydenta.

2. Ks. prałat Jan Kozub, dotychczasowy proboszcz parafii MB Królowej Polski w Cząstkowie, w dekanacie kampinoskim, przechodzi na emeryturę, z zamieszkaniem w Domu Księży Emerytów w Kiełpinie.

3. Ks. prałat Wojciech Łagowski, dotychczasowy proboszcz parafii św. Wojciecha w Warszawie, w dekanacie wolskim, przechodzi na emeryturę, z zamieszkaniem w tej parafii, w charakterze rezydenta.

4. Ks. prałat Władysław Michalczyk, dotychczasowy proboszcz parafii św. Mikołaja Biskupa w Tarczynie, w dekanacie tarczyńskim, przechodzi na emeryturę, z zamieszkaniem w tej parafii, w charakterze rezydenta.

5. Ks. prałat Franciszek Ordak, dotychczasowy proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Warszawie, w dekanacie ursynowskim, przechodzi na emeryturę, z zamieszkaniem w tej parafii, w charakterze rezydenta.

Artur Stelmasiak

Nominacje na urząd proboszcza

1. Ks. Adam Bednarek, dotychczasowy wikariusz parafii Świętej Rodziny w Warszawie, w dekanacie ursuskim, mianowany proboszczem parafii MB Królowej Polski w Cząstkowie, w dekanacie kampinowskim.

2. Ks. Dariusz Gal, dotychczasowy proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Przybyszewie, w dekanacie mogielnickim, mianowany proboszczem parafii św. Anny w Grodzisku Mazowieckim, w dekanacie grodziskim.

3. Ks. Andrzej Juńczyk, dotychczasowy proboszcz parafii św. Wojciecha BM i św. Marcina w Lewiczynie, w dekanacie grójeckim, mianowany proboszczem parafii św. Mikołaja Biskupa w Tarczynie, w dekanacie tarczyńskim.

4. Ks. Ronald Kasowski, dotychczasowy prefekt w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym Świętego Jana Chrzciciela w Warszawie, w dekanacie staromiejskim, mianowany proboszczem parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Warszawie, w dekanacie ursynowskim.

5. Ks. Tomasz Kądzik, dotychczasowy wikariusz parafii św. Jozafata w Warszawie, w dekanacie żoliborskim, mianowany proboszczem parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Przybyszewie, w dekanacie mogielnickim.

6. Ks. Jarosław Kuśmierczyk, dotychczasowy wikariusz parafii św. Klemensa PM w Nadarzynie, w dekanacie raszyńskim, mianowany z dniem 1 września 2019 r. proboszczem parafii św. Jana Pawła II w Ruścu, w dekanacie raszyńskim.

7. Ks. Sławomir Paszowski, dotychczasowy proboszcz parafii św. Izydora Oracza w Nowej Wsi, w dekanacie wareckim, mianowany proboszczem parafii św. Wojciecha BM i św. Marcina w Lewiczynie, w dekanacie grójeckim.

8. Ks. Wojciech Piórko, dotychczasowy wikariusz parafii św. Mikołaja Biskupa w Warce, w dekanacie wareckim, mianowany proboszcz parafii św. Izydora Oracza w Nowej Wsi, w dekanacie wareckim.

9. Ks. Marek Przybylski, dotychczasowy dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, diecezjalny wizytator nauczania religii, mianowany proboszczem parafii św. Józefa Opiekuna Pracy w Józefosławiu, w dekanacie piaseczyńskim

10. Ks. Zbigniew Stefaniak, dotychczasowy kapelan w Porcie Lotniczym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, mianowany proboszczem parafii św. Mikołaja Biskupa w Grójcu, w dekanacie grójeckim.

11. Ks. Zbigniew Suchecki, dotychczasowy proboszcz parafii św. Mikołaja Biskupa w Grójcu, w dekanacie grójeckim, mianowany proboszczem parafii św. Wojciecha w Warszawie, w dekanacie wolskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Baldisseri dementuje: synod nie będzie wstępem do zniesienia celibatu

2019-06-17 20:15

pb (KAI/Vatican Insider) / Watykan

Sekretarz generalny Synodu Biskupów kard. Lorenzo Baldisseri zdementował przypuszczenia, jakoby Specjalne Zgromadzenie Synodu nt. Amazonii, jakie odbędzie się w październiku br., miało na celu zniesienie celibatu lub wprowadzenie kapłaństwa kobiet. - To, co jest doktryną pozostaje niezmienne - zdecydowanie stwierdził 78-letni hierarcha.

Włodzimierz Rędzioch

W rozmowie z portalem Vatican Insider odniósł się on do dwóch wywołujących dyskusję punktów przedstawionego dziś dokumentu roboczego (Instrumentum laboris) jesiennego zgromadzenia. Punkt 129 sugeruje wprowadzenie nowych posług kościelnych, m.in. dla kobiet, a także udzielanie święceń kapłańskich starszym żonatym mężczyznom, szanowanym w tubylczych wspólnotach. Z kolei punkt 127 proponuje zastanowienie się, czy sprawowanie kościelnej jurysdykcji (władzy) we wszystkich dziedzinach (sakramentalnej, sądowniczej, administracyjnej) musi być związane z przyjęciem sakramentu święceń.

Kardynał wyjaśnił, że problem jurysdykcji ma charakter doktrynalny, a nie tylko dyscyplinarny, gdyż w sakramencie święceń zostają udzielone trzy nierozłączne zadania: uświęcania, nauczania i rządzenia. Papież może komuś zakazać pełnienia któregoś z nich, ale sakramentalnie są otrzymywane razem. W Instrumentum proponuj się zatem wprowadzenie posług niezwiązanych z sakramentem święceń.

Sekretarz generalny Synodu zwrócił też uwagę, że nie jest to końcowy dokument zgromadzenia, lecz zestawienie propozycji zbieranych wśród wiernych przez niemal dwa lata. Odpowiedź na te propozycje dadzą uczestnicy Synodu, konfrontując się z treścią dokumentu i nauczaniem Kościoła.

Włoski kardynał przyznał, że wprawdzie zgromadzenie synodalne dotyczyć będzie konkretnego regionu z jego szczególnymi potrzebami, to jednak jego reperkusje odczuje cały Kościół, bo jest powszechny. Trzeba jednak zrozumieć, że Kościół nie jest „monolityczną kulą”, lecz - jak mawia papież - wielościanem. Pluralizm w Kościele jednak „musi prowadzić do jedności w różnorodności”. Zarazem to „wszystko, co nie dotyczy doktryny jako takiej, konkretnego przesłania ewangelicznego”, może być „dostosowywane do czasów, do miejsc, do okoliczności”.

Odnosząc się do propozycji przyznania funkcji w Kościele kobietom, kard. Baldisseri zwrócił uwagę, że już teraz odgrywają one fundamentalną rolę w życiu Amazonii, np. jako katechetki, zaś Instrumentum laboris proponuje przeanalizowanie możliwości przyznania im oficjalnej posługi. - Istnieje już akolitat i lektorat, nie będące częścią sakramentu święceń, który zaczyna się od diakonatu. Są posługi, które nie wiążą się z sakramentem. Zobaczymy, co nam zostanie zaproponowane [na Synodzie - KAI]. Mówi się także o „wymyśleniu” nowych posług. Dlaczego nie? - pytał retorycznie włoski purpurat.

Powtórzył, że „wszystko, co nie dotyczy struktury, istoty może zostać zmienione, wymyślone”, tak jak było w liturgii czy muzyce kościelnej, gdzie kiedyś istniał tylko chorał gregoriański, później napisano hymny, a w końcu do liturgii weszły pieśni ludowe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem