
W ciepłe majowe wieczory warto "patrzeć w niebo", na
którym iskrzą się setki gwiazd. Z planet ledwie widoczny pozostał
tylko Mars, którego szukamy tuż po zachodzie Słońca. Musimy go znaleźć
na różowym jeszcze niebie, ponieważ zajdzie pod horyzont zaledwie
godzinę po Słońcu. Pozostałe jasne planety znajdują się zbyt blisko
naszej gwiazdy i dlatego są teraz niewidoczne. Nisko nad północnym
horyzontem rozpoznamy piękną Kasjopeę, której charakterystyczny kształt
przypomina literkę "W". Prawie w zenicie obserwujemy Wielką
Niedźwiedzicę z jej najbardziej znaną częścią - Wielkim Wozem. Dwie
ostatnie gwiazdy, Merak i Dubhe, pokazują Gwiazdę Polarną. Pamiętamy,
że Gwiazda Polarna jest zarazem ostatnią gwiazdą dyszla Małego Wozu
w Małej Niedźwiedzicy. Dyszel Wielkiego Wozu jak strzałka wskazuje
na konstelację Wolarza, o której dzisiaj napiszę parę słów.
Dokładniej obejrzymy Wolarza (oznaczony na mapach Boo),
ustawiając się w stronę południowego wschodu. Kształtem przypomina
trochę latawiec, chociaż gwiazdozbiór ten wyobrażano sobie zawsze
jako mężczyznę trzymającego miecz w lewym ręku. Wolarz jest dominującym
gwiazdozbiorem w okresie wiosny oraz wczesnego lata i właśnie teraz
pięknie góruje na naszym niebie. Najjaśniejszą gwiazdą jest w nim
Arktur, odległy od nas o około 36 lat świetlnych. Arktur jest czwartą
co do jasności gwiazdą, dlatego bardzo łatwo odróżnić go od innych.
Popatrzmy na jego spokojne czerwone światło, które niezorientowanym
nic nie mówi o tragedii spotykającej tę gwiazdę. Arktur jest umierającym
tzw. czerwonym olbrzymem o masie naszego Słońca. Za ok. 5 mld lat
podobny los spotka również naszą gwiazdę i może ktoś inny popatrzy
wówczas na nasz Układ Słoneczny z równie wielkiej odległości, nie
przeczuwając nic złego. Tymczasem Arktur powiększył swą średnicę
tak bardzo, że jest ona aż 27 razy większa od słonecznej. Dlaczego
umiera?
Przypomnę tylko, że gdy paliwo wodorowe gwiazdy wyczerpie
się, traci ona wówczas swoje źródło energii. Rdzeń (składający się
głównie z helu) zaczyna się kurczyć pod wpływem siły grawitacji,
powodując wzrost jego temperatury. To zaś zwiększa tempo reakcji
termojądrowych i jasność gwiazdy wzrasta. Resztkowa synteza wodoru
w hel przesuwa się coraz bardziej ku powierzchni i gwiazda zaczyna
bardzo puchnąć, rozszerzając się do gigantycznych rozmiarów. Ponieważ
poza rdzeniem gęstość gwiazdy jest coraz mniejsza, obniża się temperatura
jej powierzchni i gwiazda zaczyna świecić na czerwono, stając się
czerwonym olbrzymem. To wiemy dzisiaj, ale w VIII wieku przed Chrystusem
grecki poeta Hezjod zachwycał się pięknym światłem Arktura, zupełnie
nieświadomy jego losu. Zaś nazwa gwiazdy oznacza "trzymający
niedźwiedzia", co odpowiadało jego nieustannej pogoni za pobliską
Wielką i Małą Niedźwiedzicą wokół północnego bieguna nieba. W dawnych
czasach gwiazdę tę uważano również za zwiastuna burz, a nawet za
dawczynię zdrowia. I rzeczywiście najlepiej oglądać cały gwiazdozbiór
Wolarza w porze roku kojarzącej się z radością wiosennej burzy, &
quot;po której odradza się świat".
Bądźmy świadomi faktu, że patrząc wieczorem na nasze niebo,
odnajdujemy na nim wielką historię Wszechświata, zarazem oglądając
jego przyszłość. Przeraża i zachwyca nas ogrom Kosmosu i jakaś wielka
tajemnica, bo gwiazda Arktur przypomina nam po prostu, że kiedyś
nastąpi koniec naszego małego świata, związanego przecież ze Słońcem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu