Reklama

Architekt wspólnoty

2013-11-05 10:52

Agnieszka Konik-Korn
Niedziela Ogólnopolska 45/2013, str. 44-45

Marcin Konik - Korn

Kiedy dzwonimy do furtki, na zewnątrz jest już ciemno. Zza przysłoniętych żaluzji wyłania się sylwetka postawnego mężczyzny, który zaprasza nas do środka zacisznej, surowo urządzonej pracowni. Światło lampki nad szerokim stołem, na którym powstał niejeden już rysunek, oświetla niewielkie pomieszczenie. Siadamy, ciekawi rozmowy z człowiekiem, o którym tyle już słyszeliśmy. Stanisław Niemczyk – architekt, budowniczy kościołów, nazywany „polskim Gaudim”. Jak się okazuje, będzie to rozmowa nie tylko o wznoszeniu świątyń, ale przede wszystkim o człowieku, któremu architektura towarzyszy w doświadczaniu prawdy o Stwórcy i stworzeniu, ale także o budowaniu wspólnej przestrzeni, w której można poczuć się dobrze, którą postrzega nie tylko zmysłami, ale i sercem.

Doświadczyć miejsca

– Kiedy pod koniec lat 60. XX wieku kończyłem studia na Politechnice Krakowskiej, mimo iż mój promotor proponował mi pozostanie na uczelni, chciałem wrócić w rodzinne strony, na Śląsk – mówi Stanisław Niemczyk. – Praca na Politechnice wiązała się ze stroną teoretyczną architektury, a ja jestem praktykiem, chciałem budować. W tamtych latach wszystkich obowiązywał nakaz pracy. Zacząłem pracować w Tychach, w państwowej pracowni architektonicznej, 50 km od domu rodzinnego w Czechowicach-Dziedzicach. W tamtych czasach praca architekta w naszym kraju dotyczyła projektowania wszystkiego. Było to działanie całkowicie logiczne, budowano miasta, lokale usługowe, urzędy. Nie zrozumiano jednak istoty tego, czym jest miasto. Te pozornie logiczne założenia bez dostrzegania lokalnej wspólnoty osób i jej potrzeb czy upodobań sprawiły, że mamy dziś w Polsce wiele miast i budynków, w których ludzie nie chcą przebywać, źle się w nich czują. Mieszkają tam, bo muszą, ale nie czerpią z tego żadnej przyjemności. I to, niestety, wcale nie zmieniło się z nastaniem końca PRL-u. Bezmyślność wznoszonych naprędce wielkich nowoczesnych osiedli sprawiła, że to, co miało być domem, stało się jedynie sypialnią, w której należy przetrwać noc do następnego dnia pracy. Kolejne pokolenia zamieszkujące Tychy i inne polskie miasta muszą z tego, co wybudowano, wyjść w stronę wspólnoty osób, która w danej przestrzeni będzie się czuła dobrze. Każde zresztą państwo powinno pomagać człowiekowi się rozwijać, tworzyć tę wspólną przestrzeń, uświadamiać wspólnotę, i wcale nie musi tego robić poprzez Brukselę. Miasto to sprawa nadal bardzo żywotna, o mieście myślę cały czas – mówi Stanisław Niemczyk. – Trzeba uświadomić sobie miejsce, doświadczyć go, poczuć. Każdy człowiek myśli kategoriami wartości, lubi być tam, gdzie jest jego serce, choć wcale o tym nie mówi. Materialność nie jest przecież istotą człowieka, on zawsze będzie szukał wartości ponadmaterialnych. Poprzez swoje działania ludzie rozbudowują to, kim są. Jakże inaczej czuje się i pracuje człowiek, któremu nikt nie nakazuje, co i w jaki sposób ma robić. W wolności ludzie stają się prawdziwie kreatywni i potrafią mierzyć wysoko. By zatem wybudować miasto, nie wystarczy ideologia. Miasto jest wspólnotą ludzi, którym odpowiada dana przestrzeń – zauważa architekt.

Przypadek opatrznościowo „kontrolowany”

W latach 70. i 80. Stanisław Niemczyk pracuje w tyskim Miastoprojekcie. Już wtedy wyróżnia się spośród innych kolegów po fachu odważnymi projektami, wykraczającymi poza socjalistyczny kanon „piękna”. Powstają nietypowe – zrealizowane – projekty, m.in. zespół podmiejskiej zabudowy rekreacyjnej w tyskich Paprocanach czy wyjątkowy pawilon handlowo-usługowy w Tychach. Obiekt w Paprocanach otrzymuje nawet Nagrodę Ministra Budownictwa i Gospodarki Przestrzennej.

Reklama

W 1975 r. do architekta zgłasza się ks. Franciszek Resiak, szukając kogoś, kto zaprojektuje kościół Zesłania Ducha Świętego w Tychach. To był czas, gdy nie wolno było budować kościołów. Udawało się to najczęściej wtedy, gdy przychodziła zmiana władzy. Komuniści rządzący narodem chcieli coś uzyskać, i dawali ludziom pozór dobrej woli. Dzięki działaniom bp. Herberta Bednorza, ks. Resiak otrzymał pozwolenie na budowę kościoła, ale nie znalazł projektanta, który by się tego podjął. Wychodząc z biura projektowego, spotkał parafiankę, która powiedziała mu o panu Stanisławie, już wtedy znanym w środowisku z odważnych, nietypowych projektów. – To był przypadek, zapewne kontrolowany – puszcza oczko pan Niemczyk. – Pomysł bardzo mi się spodobał, więc podjąłem go z wielką radością.

Powstał kościół-namiot, którego wnętrze pokryły malowidła Jerzego Nowosielskiego. Dziś ta świątynia jest jedną z nielicznych, które wchodzą w kanon polskiej współczesnej architektury sakralnej.

Dobro niezagospodarowane

– Budowniczym tego kościoła w każdym calu, w wymiarze nie tylko materii, ale i ducha, był ks. Franciszek Resiak – opowiada Stanisław Niemczyk. – Nigdy nie budowaliśmy firmami. To byli konkretni ludzie – pan Józef, pan Kazio... – uśmiecha się. – Fizycznie był to ogrom materiału, który trzeba było przenieść ręcznie. Ale taczka jest nadal użytecznym narzędziem. Pracą trzeba dysponować jako dobrem, wartością. Systemy zniszczyły wartość pracy, człowiek przestał odczuwać zadowolenie z wykonywanych zadań. Całe dobro naszego narodu, które tkwi w ludziach, nie jest w ogóle zagospodarowane. Przy budowie tego i wszystkich pozostałych kościołów tworzyliśmy wspólnotę, która razem nie tylko buduje, ale modli się, rozmawia, wspólnie jada posiłki... – mówi z namysłem pan Stanisław.

Potem były Czechowice-Dziedzice

– Poproszono mnie o zaprojektowanie kościoła w moim rodzinnym mieście – kontynuuje mój rozmówca. – To było trudne miejsce do budowania. Zdawałem sobie sprawę, że będę surowo oceniany. Ale ks. proboszcz Andrzej Raszka był geniuszem. Kiedy powstał projekt, w trakcie trwania rekolekcji zorganizował najpierw spotkanie dla kobiet, a potem dla mężczyzn, podczas których przedstawiłem go parafianom. Zaowocowało to tym, że panie pozwoliły mężom przychodzić na budowę po pracy, a same gotowały dla budujących. Pracowaliśmy na zmiany – jedni w godzinach dopołudniowych, drudzy po południu, razem ok. 30-40 osób. Nikt nie chodził głodny, wszyscy czuli, że robią coś dla dobra wspólnego, czuli się potrzebni. Ksiądz proboszcz codziennie o 6 rano przyjeżdżał po mnie do Tychów i stamtąd jechaliśmy na budowę. Rozpoczynaliśmy Mszą św., potem ruszaliśmy do pracy. O godz. 10 kobiety przynosiły kołocz i kawę, by wszyscy mogli się posilić. To była budowa nie tylko kościoła, ale przede wszystkim wspólnoty – opowiada pan Stanisław.

Tworzone na wieki

Stanisław Niemczyk swoje kościoły nie tylko rysuje, ale uczestniczy też w ich budowaniu. – Staram się bywać w kościołach, które projektowałem – mówi architekt. – Modlę się tam. Próbuję weryfikować siebie, swój odbiór. Rozważam też, co mogłem zrobić lepiej, inaczej. Projektuję kościół, myśląc zawsze o sobie samym – jak chciałbym się czuć i modlić w przestrzeni, która ma pomagać w zbliżeniu się do Boga. Architektura jest ważnym dodatkiem do życia, nie może być działaniem doraźnym, bo ona pozostaje. Będziemy musieli z nią obcować przez lata. Ona będzie działać na nas, a przez nas – na innych ludzi. Dlatego efekt działań architektonicznych musi być przemyślany i musi wprowadzać wartości. Trzeba budować na wieki – mówi Stanisław Niemczyk.

Budować wspólnotą

Od roku 2000 r. trwa budowa kościoła i klasztoru św. Franciszka i św. Klary w Tychach. Kościół wygląda tak, jakby do centrum Tychów przeniesiono go wprost z umbryjskiego Asyżu. Zbudowany z lokalnego, libiąskiego dolomitu, swym pięknem przyciąga uwagę i sprawia, że każdy chce go obejrzeć, wejść do środka, „posmakować”...

– W mieście trudno stworzyć mocną wspólnotę ducha i wysiłku – mówi Stanisław Niemczyk. – Jednak uważam, że bardzo ważne jest budowanie właśnie wspólnotą, a nie firmą. Kościół Franciszkanów buduje 10 osób, czyli ułamek liczby parafian, a jednak wciąż uważam, że warto zainwestować w człowieka. Losy tej budowy potoczyły się tak, że dziś w zasadzie jeden człowiek, jeden franciszkanin – o. Wawrzyniec muruje kościół, a reszta budowniczych mu pomaga. Tak jest i tak może być, bo w tym jest wielka siła. Nasza budowa trwa już 13 lat. Nie ma drugiej takiej w Europie. Pośpiech jest ostatnią rzeczą, która mogłaby nam przyświecać. Na każdym etapie budowy analizujemy, o co nam w tym budowaniu chodzi. Dla niektórych sam sposób budowania jest pewną wartością – to także proces dydaktyczny. Zanim rozpoczęliśmy budowę, odkąd wydzielono działkę pod kościół, ustawialiśmy w tym miejscu żywą szopkę. Obiekt ten od początku żyje sacrum, choć jeszcze nie jest poświęcony i ukończony. To element, który towarzyszy budowaniu nie tyko materii... – mówi z namysłem architekt.

Doświadczyć prawdy

Kościoły Stanisława Niemczyka znane są z tego, że czerpią z otaczającego nas świata. Materiał używany do ich budowy jest maksymalnie bliski naturze. W ścianach kościołów można więc znaleźć nierówności, uszkodzenia elementów kamiennych, źle wypalone cegły. W rozmowach zarówno z dziennikarzami, jak i ze swoimi współpracownikami architekt powtarza: – Te cegły są jak chleb. Czy wyrzucilibyście chleb przypalony od spodu?

– Materiał stanowi pewną wartość, nawet kiedy jest pokiereszowany – tłumaczy Stanisław Niemczyk. – Wtedy jest prawdziwy, zupełnie tak jak człowiek. Ten materiał powinien mnie jeszcze lepiej nastawić do tego, co jest w naturze. A w naturze nic nie jest gładkie jak oszlifowana posadzka – spójrzmy na zaorane pole, taflę wody poruszanej przez wiatr. Natura cały czas ma wartość ożywczą, tylko zmienia stany, w niej wszystko ma swój czas. Ta prawda o materiale, z którego budujemy, jest bardzo ważna i jako całość jest potrzebna człowiekowi do postrzegania świata właśnie takiego, jakim jest – inaczej staje się okaleczony. Dlatego alejki prowadzące wewnątrz i na zewnątrz powstającego kościoła Franciszkanów wcale nie muszą być wyłożone błyszczącymi płytkami – mówi architekt. – Równie dobrze mogą być wysypane kamieniami, aby człowiek, przechodząc tymi dróżkami, zapragnął dotknąć tej prawdy i... zdjąć buty...

* * *

Stanisław Niemczyk – architekt, nazywany „polskim Gaudim”. Budowniczy kościołów: Zesłania Ducha Świętego i kościoła franciszkanów w Tychach; Podwyższenia Krzyża Świętego w Katowicach-Pawłowicach; Chrystusa Króla Odkupiciela Człowieka w Czechowicach-Dziedzicach, Miłosierdzia Bożego na os. Oficerskim w Krakowie oraz budynków mieszkalnych i usługowych. Laureat Honorowej Nagrody SARP w 1998 r., uhonorowany w 2000 r. przez Jana Pawła II odznaczeniem „Pro Ecclesia et Pontifice”. W 2011 r. otrzymał medal „Per artem ad Deum” za zasługi dla budownictwa sakralnego, przyznawany przez Papieską Radę ds. Kultury. W 2013 r. został odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Tagi:
sztuka Kościół budowa

Reklama

Podpisano umowę na budowę kościoła w Guzowie

2019-06-27 14:26

Informacja prasowa

W dniu 26 czerwca Fundacja im. Feliksa hr. Sobańskiego podpisała umowę z Diecezją Łowicką na budowę kościoła w Guzowie. Projekt kościoła został wykonany przez Pracownię Architektoniczną „Szymborski i Szymborski”, znaną z przygotowania koncepcji budowy Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

L. Szymborski

Miejscowość Guzów, w gminie Wiskitki znajdująca się nieopodal Żyrardowa skrywa neorenesansową rezydencję z XIX wieku. Miejscowy pałac splata losy rodzin Ogińskich, Lubieńskich i Sobańskich. Przedstawiciele ostatniego z rodów nie tylko zarządzali okolicznym majątkiem, ale również angażowali się w sprawy społeczne i w życie kościoła.

Feliks Sobański, patron fundacji, znany dobrodziej i hojny filantrop kościoła wystąpił w 1880 roku z inicjatywą budowy świątyni. Zamierzał wznieść kościół nieopodal rodzinnej posiadłości, tak aby służył okolicznej społeczności. W wyniku zdecydowanego sprzeciwu władz carskich okazało się to jednak niemożliwe. Rodzina Sobańskich ostatecznie wybudowała kaplicę dworską połączoną z pałacem, którego właścicielami pozostawała aż do początku PRL.

Michał Sobański, prezes Fundacji im. Feliksa hr. Sobańskiego wystąpił z inicjatywą budowy kościoła w Guzowie, nawiązując do intencji i woli patrona rodzinnej Fundacji ogłoszonej pod koniec XIX wieku. Gotowy jest projekt kościoła, wykonany przez Pracownię Architektoniczną „Szymborski i Szymborski”, znaną z przygotowania koncepcji budowy Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. W dniu 26 czerwca 2019 roku Fundacja im. Feliksa hr. Sobańskiego podpisała umowę z Diecezją Łowicką na budowę kościoła. Pod koniec maja odbyło się też symboliczne wbicie łopaty przez przedstawicieli fundacji oraz kościoła.

Wypędzenie mojej rodziny z rodzinnego domu, ograbienie z ziemi i lasów oraz zakazanie pod karą więzienia odwiedzania Guzowa i okolic było haniebne i pokazało, czym stała się Polska po 1945 roku. Ta niesprawiedliwość i krzywda były cierniem, który utkwił głęboko w naszej świadomości, ale też nie pozwolił zapomnieć, skąd jesteśmy i gdzie są groby naszych przodków. Mimo zakazów ówczesnych władz, ja i moja siostra zostaliśmy ochrzczeni w guzowskiej kaplicy, co nierozerwalnie związało nas z Guzowem. Budowa kościoła to wotum rodziny Sobańskich z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości oraz spełnienie woli naszych przodków, którą zgłoszono w Guzowie blisko 140 lat temu. – mówi Michał Sobański, założyciel Fundacji im. Feliksa hr. Sobańskiego

Kościół w Guzowie będzie oparty o założenie dwóch bram. Pierwsza z nich - Matki Bożej wprowadzi wiernych do świątyni, ma być głównym elementem fasady frontowej. Druga brama Chrystusa zwieńczy wnętrze kościoła, ma nawiązywać do słów Zbawiciela: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony”. W nowym kościele znajdzie się obraz „Chrystus z Krzyżem”, namalowany w hiszpańskim stylu kolonialnym Wicekrólestwa Peru. Jest to dar Fundacji Krasickich z Leska do świątyni w Guzowie, przekazany przez jej założyciela Kacpra hr. Krasickiego.

Rodzina Sobańskich, znana jest z patriotycznych tradycji i działań na rzecz rozwoju ziem polskich. Michał Sobański (zm. w 1832 r.) był posłem na Sejm Czteroletni i współtwórcą Kompanii Handlowej Polskiej na Morzu Czarnym. Z kolei bracia Izydor i Aleksander angażowali się w powstanie listopadowe na Podolu w efekcie czego skonfiskowano ich ziemie, a sami musi udać się na emigrację. Tam również nie zaprzestali działań na rzecz ojczyzny. Aleksander Sobański przyczynił się m.in. do powstania sławnego muzeum w Rapperswilu, a jego brat współpracował z paryskim hotelem Lambert.

W ostatnich latach, pałac odzyskuje dawny blask, a park zostaje rewitalizowany, w czym duża zasługa Michała Sobańskiego i jego siostry Izabeli. Tak jak wielu przedstawicieli rodu, obecny właściciel Guzowa, nie tylko dba o posiadłość, ale również angażuje się w szereg działań społecznych i charytatywnych. Pełni m.in. funkcję prezesa fundacji Feliksa hr. Sobańskiego , wspierającej m.in. Muzeum Narodowe w Warszawie czy lokalne inicjatywy z Guzów i okolic np. zakup specjalistycznego sprzętu dla Ochotniczej Straży Pożarnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: kasowy sukces antyaborcyjnego filmu „Nieplanowane”

2019-08-19 12:50

rk (KAI) / Los Angeles

„Unplanned”(Nieplanowane) – film o nawróconej aborcjonistce Abby Johnson, która niegdyś kierowała jedną z największych amerykańskich klinik aborcyjnych, bije rekordy popularności w USA. Mimo nieprzychylnego nastawienia dystrybutorów i wielu krytyków filmowych, pełnometrażowa produkcja okazała się nie tylko hitem kasowym, lecz tytuł ten już w pierwszym tygodniu sprzedaży zajmuje pierwsze miejsce wśród filmów DVD oferowanych przez sklep Amazon.

unplannedfilm.com

W filmie, który w Polsce zobaczyć będzie można w kinach jesienią tego roku, występuje Ashley Bratcher w roli szefowej teksańskiej filii aborcyjnego giganta Planned Parenthood. Produkcja kosztowała 6 mln dolarów, a po 19 tygodniach wyświetlania jej w 1500 kinach w USA zarobiła prawie 19 mln dolarów. Dochodzą do tego nieobjęte statystyką zyski z pokazów za granicą.

Tymczasem sukces kinowy przełożył się także na sprzedaż filmu w formie DVD. Od ubiegłego tygodnia, kiedy ukazał się w formie wideo, dotąd sprzedano około 225 tys. jego kopii. Można go nabyć też na dysku Blu-ray oraz obejrzeć za pomocą streamingu na Amazon Prime Video.

Film pokazywany jest też w kinach Kanady, Wielkiej Brytanii, Filipin oraz krajach latynoamerykańskich. Planowana jest jego dystrybucja w Pakistanie.

Wyświetlanie film niejednokrotnie napotykało na trudności. Największą miało być przyznanie kategorii „R” – stosowanej wobec filmów z obrazami przemocy i seksu – przez stowarzyszenie filmowców Motion Picture Association of America.

Opisana w filmie i książce historia Abby Johnson dowodzi, iż liczne czuwania modlitewne obrońców życia przed klinikami aborcyjnymi mają olbrzymi sens. Bohaterka przeszła niemal wszystkie szczeble kariery w największej proaborcyjnej organizacji na świecie. W pewnym momencie zrezygnowała z pracy i stała się gorącą obrończynią życia. Przełom nastąpił w chwili, gdy na obrazach ultrasonograficznych zobaczyła, jak nienarodzone trzynastotygodniowe dziecko broni się przed aborcją. „Widziałam, jak to dziecko walczyło o życie” – wspominała Johnson, dziś członkini grupy „Koalicja dla Życia”. Johnson zaapelowała do działaczy pro-life, by się nie poddawali, i zawsze byli tak obecni, żeby mogło to „odmienić serca zwolenników aborcji”.

Autorka w swej książce opowiada także o osobistej tragedii, gdy, mimo stosowania środków antykoncepcyjnych, dwukrotnie poddała się aborcji, zabijając swoje nienarodzone dzieci. Organizacja Planned Parenthood bezskutecznie próbowała sądownie zabronić swej byłej pracownicy mówienia o swoich doświadczeniach na stanowisku dyrektorskim.

Johnosn założyła organizację „And Then There Were None” (I nie było już nikogo). Pomaga też byłym pracownikom klinik aborcyjnych w trudnym procesie przejścia z pracy dla „przemysłu aborcyjnego” do normalnego funkcjonowania na co dzień. Ci, którzy zdecydują się odejść z pracy w klinikach aborcyjnych, otrzymują pomoc prawną i finansową. Osobom takim zapewniona jest także duchowa opieka ze strony kapłanów, pastorów czy duchownych różnych wyznań i religii.

Reżyserami i autorami scenariusza są Cary Solomon i Chuck Konzelman.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Premier Morawiecki modlił się w Piekarach Śląskich

2019-08-19 16:33

ks. sk / Piekary Śląskie (KAI)

Premier Mateusz Morawiecki odwiedził w poniedziałek sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Po modlitwie złożył kwiaty na grobie ks. Jana Ficka, apostoła trzeźwości oraz pod tablicą upamiętniającą ofiary komunizmu.

ks. S. Kreczmański/archidiecezja Katowicka

Podczas wizyty premier RP wyraził nadzieję, że Matka Boża Piekarska będzie czuwała nad naszą Ojczyzną. – Niech ogień niesiony przez naszych przodków, także w ciemnych czasach Kulturkampfu i najczarniejszej nocy Drugiej Apokalipsy, a potem „czerwonej zarazy” – niech ten ogień rozświetla naszą drogę w przyszłość – ku sprawiedliwej, dobrej, wielkiej Polsce – Polsce wiernej wierze naszych ojców – napisał Mateusz Morawiecki w piekarskiej księdze pamiątkowej.

Podczas wizyty premier modlił się przy grobie wielkiego śląskiego apostoła trzeźwości ks. Jana Ficka, który rozpoczął swoją działalność propagującą trzeźwość w 1844.

Premier wraz z księżmi posługującymi w sanktuarium udał się także na Rajski Plac, gdzie złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą ofiary komunizmu.

Sanktuarium piekarskie jest jednym z najważniejszych ośrodków kultu maryjnego w archidiecezji katowickiej. Czczona w Piekarach Matka Boża nosi tytuł Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Do najsłynniejszych pielgrzymek należą pielgrzymki stanowe: mężczyzn i młodzieńców w ostatnią niedzielę maja, kobiet i dziewcząt w niedzielę po 15 sierpnia.

Do szczególnych piekarskich pielgrzymów należał św. Jan Paweł II, który jako metropolita krakowski przez wiele lat głosił kazania podczas stanowej pielgrzymki mężczyzn a po wyborze na Stolicę Piotrową co roku przesyłał swoje słowo pozdrowienia do pielgrzymów zgromadzonych na piekarskim wzgórzu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem